Skocz do zawartości
  • advertisement_alt
  • advertisement_alt
  • advertisement_alt

August de la Sparasan

Obywatel Federacji
  • Postów

    1 337
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    71

Treść opublikowana przez August de la Sparasan

  1. No, ale pozorry być muszą. To kryptokiriańskie państwo wirtualne pod amatorsko-maupim zarządem poniewierniczym.
  2. Wszystko zaczęło się od tego, że na końcu ulicy mieszkał wstecznik. Tak nazywano tych, do których należał. Nie istniała oczywiście żadna “Partia Wsteczników” czy coś w tym rodzaju. Były tego typu ruchy, ale już po czasach, gdy wstecznik wstecznił. On raczej do takich nie należał, nie miał zresztą okazji. Po prostu za młodu wybrał podczas rewolucji nie tą stronę, którą Partia Kapitalistów-Rewolucjonistów uznawała za słuszną. A gdy zamęt już się skończył, zdanie Partii stało się kluczowe. Tak też wstecznik z automatu stał się winnym wstecznictwa, to jest, w terminologii z Amatorii tego okresu, “niekwestionowalnego, jawnego i podstępnego podejmowania zbrojnych działań kontrrewolucyjnych, mających na celu sabotaż budowy państwa socjalkapitalistycznego”. Oczywiście nie trzeba było oskarżenia ani procesu, jego wina, jak i wielu innych, była w owym środowisku oczywista i jasna. Dlatego też wolał nie spotykać się z “sługami ludowo-biznesowej sprawiedliwości” i zamiast wsteczniczyć nadal, ukrywał się w górach. Może nie był najlepszy w tej zabawie w chowanego ze śmiercią, ale i poszukujący go nie byli najlepsi w swojej pracy. Zresztą, wedle rysopisu z propagandy rządowej, miał dwa i pół metra, gigantyczne szpony, ział ogniem, na śniadanie zatruwał sumienia ludu, na obiad kradł państwowe owce z pastwisk, a na kolację to pewnie i wyjadał ciężko zarobione pieniądze walczących na froncie wiecznej rewolucji weteranów. Oczywiście nie mogło to trwać wiecznie, dlatego też, gdy nadarzyła się okazja, dostał się cichcem do rzeki i potajemnie przedostał się poza granice Krainy Ludu. Dotarł do miejsca, gdzie uciekali tacy wstecznicy jak on. Voxlandzka Marsylia. Jako, że o żeglowaniu miał już pewne pojęcie, zajął się “handlem i transportem morskim”. Tak przynajmniej to brzmiało w dokumentach. W praktyce latami pracował ciężko na frachtowcach. Potem, na koniec, osiadł w domu na końcu jednej z wielu, wielu, wielu marsylijskich ulic. Stamtąd też w dziwną wędrówkę życia wyruszył jego spadkobierca, którego sąsiedzi z diaspory nie nazywali już wstecznikiem, tylko sternikiem. Widać musiał mieć kontakty, gdyż później zaczęto go zwać kapitanem. Najczęściej w kombinacjach z innymi słowami: “Kapitanie, problem”, “Kapitanie, uwaga”, “Kapitanie, a za ile” i tak dalej. On jednak preferował, by zwracano się do niego per kapitan Sipillif. Chyba tak się nazywał. Kapitan Sipillif (na pisemny amatorski: Špilliv) miał własny kontenerowiec, własną załogę i własne sprawy. Tego dnia roboczego była to podróż, ba, istna wyprawa na drugi koniec płaskiej tarczy Pollinu, za wielką, lśniącą w słońcu, błękitną wodę. Innymi słowy, wtorek. Trzeba było dostarczyć ładunek z punktu A do B, gdzie stację początkową stanowił oczywiście port w kirymskiej stolicy. Potem parę postojów, no i trzeba było minąć wyspy, to jest Wyrtlandię i pobliskie łachy piachu z wsadzonymi drzewami. W porcie jednej takiej chciał się zatrzymać. Była to jakaś Wyspa Cesarska, świeża nazwa, portu w zasadzie nie ma, jest za to tragedia. Kazał płynąć dalej, ale nie było wyjścia i wkrótce stało się to jasne, trzeba gdzieś się zatrzymać. Okręt ponownie zbliżył się więc nieco ku brzegowi wyspy zwanej kiedyś powszechnie Wurstlandią. Oczywiście lądu nadal jeszcze nie było widać, jasnym jednak było, że wkrótce ujrzą linię brzegową. Kapitan Sipillif patrzył więc na horyzont i już myślał, co dalej. Zatrzymywać się w dziczy, co za pomysł. Ale nie mogli oczekiwać z tym do momentu dotarcia do kolejnego portu. Wtedy jego chmurne myśli przerwał okrzyk w tak dobrze mu znanym portowym marsylijskim lingua franca: “Hżerr kajpitajni! Siffy!” (“Panie kapitanie! Statki!”). I faktycznie. W oddali zamajczyły niepokojące szybko przybliżające się małe okręciki. Właściwie nie okręciki… Łódeczki z ludźmi, którzy wiosłowali z zaskakującą determinacją, konsekwentnie zbliżając się do jego wielkiego okrętu…
      • 4
      • Kocham to!
      • Lubię to
  3. A zaczęło się to od Nordaty Rubijskiej... ech, to były ciekawe czasy.
  4. Naturalnie z naszej strony również jest wola przedłużenia obowiązywania umowy w oparciu o punkt 1 artykułu 3 ww. umowy, w imię dalszej budowy przyjaźni Magnifikatu i II Federacji.
  5. Jak pisałem, państwo zyska pieniądze, a Uniwersytet - może kogoś chętnego się nim zająć.
  6. Niechże Szabla wraca, tematów tylko z paru ostatnich miesięcy wystarczyłoby na kilka numerów!
  7. TEKST Hm, jeden kalkilizm się uchował.
  8. Tak więc, chyba wychodzi na to, że prywatyzacja to w tej sytuacji najlepsze wyjście. Mogę zorganizować licytację, ale wolałbym uzyskać oficjalne i jasne pozffolenie ze strony Szacownego Rządu, w końcu to w jego pieczy pozostaje Nordacki Uniwersytet Państwowy.
  9. Brygady Budowlane Ruchu 12 Kwietnia z Achkova i Robotniczogradu zgłaszają się do pomocy! Jestem pewien, że dzięki wytężonej pracy i oszacowaniu zniszczeń uda się odbudować kościół.
  10. Zaktualizowałem listę - 17 maja 2026 roku.
  11. Czyżby Voxland po cichu wycofywał się z Sambanafryki?
  12. August, jak i inni członkowie nordackiej delegacji, patrzył na oddalające się powoli na wieczornym niebie samolot. - To była dobra wizyta. Przełomowa. A już wkrótce spotkamy się znowu w Wolnogradzie - pomyślał.
  13. A zatem nadeszła pora pożegnań... prawie. Spod Pałacu ruszyła kolumna samochód, wśród nich dwie limuzyny. Przywrócony do normy ruch uliczny nie sprawiał o dziwo problemów. Limuzyny mijały samochody i ludzi, znów kierując się ku miejscu od którego wizyta się zaczeła, to jest do achkovskiego lotniska.
  14. August powiedział cicho, wyraźnie nieco wzruszony: - Bardzo dziękuję Waszym Ekscelencjom, w imieniu swoim i Premiera. Jestem pewien, że to początek wielkiego przełomu w stosunkach Bialenii i II Federacji - Po czym po chwili zakrzyknął głośniej: - Niech żyje Nordata i Bialenia!
  15. Pod sam koniec bankietu Prezydent Federacji wstał z miejsca, po czym podszedł do stojącej blisko skraju stołu, wyraźnie przyszykowanej na ten moment szkatułki. - Wasze Ekscelencje, chciałbym udowodnić wolę przyjaźni i dobre intencje ze strony II Federacji Nordackiej, dlatego też... Tu otworzył szkatułkę i wyjął z niej dwa egzemplarze dokumentu oraz pióro, którym szybko je podpisał. - Niniejszym tym rozporządzeniem odznaczam Wasze Ekscelencje Krzyżami Zasłużonych w budowaniu stosunków międzynarodowych. Gratuluję! - Po czym wyjął ze szkatułki i same ordery, przyznając je kolejno Prezydentowi i Ministrowi Spraw Zagranicznych Republiki Bialeńskiej.
  16. Potem przedstawiciele obu delegacji udali się do Pałacu Prezydenckiego na uroczysty bankiet. Stół zastawiono potrawami z różnych części Federacji, toteż z różnych kultur (choćby znana i ceniona kuchnia innordzka rodem z Doctriny), było też sporo "używek" - słynne repujerskie ciastka o smaku kanomu, kiriańskie pryncypałki i oczywiście amatorska betonówka, którą to właśnie pod koniec toast wzniósł Prezydent II Federacji Nordackiej: - Za przyjaźń bialeńsko-nordacką! -
  17. Później na mównicę wstąpił August de la Sparasan: Wasza Ekscelencjo Prezydencie Bialenii! Wasza Ekscelencjo Ministrze Spraw Zagranicznych Bialenii! Wasza Ekscelencjo Premierze! Drodzy Kongresmeni! Szanowni Obywatele! Relacje Federacji Nordackiej z Bialenią są dość długie i niestety nie zawsze przebiegały zgodnie z oczekiwaniami obu stron. Obecnie jednak mamy szansę i sądzę, że powinniśmy to zmienić. Obecnie możnaby wyróżnić na tle polityczno-aktywnościowym swoistą Wielką Czwórkę Mikroświata. Z owej czwórki dwa państwa położone są na Kontynencie Północnym - Nordata i Bialenia. Sądzę zatem, że logicznym i obustronnie zyskownym byłoby podjęcie współpracy. Niewątpliwie są po obu stronach ludzie uprzedzeni do "tych drugich", ale to jednostki. Mogę zapewnić, że II Federacja Nordacka jest w pełni otwarta na współdziałanie, a tym samym oczywiście przyjmuję, w imieniu Obywateli, zaproszenie na obchody Dnia Nordaty. Może to być pierwsze wydarzenie tego rodzaju od dawna. Natomiast chciałbym, nim Wasze Ekscelencje Prezydent i Minister opuszczą nasze ziemie, uczcić Waszą wizytę bankietem w Pałacu Prezydenckim, na który oczywiście zapraszam wszystkich zgromadzonych. Niech żyje przyjaźń bialeńsko-nordacka!
  18. - Jest i pan Premier, Wasze Ekscelencje, Premier II Federacji Nordackiej, Burek von Trinitz - tu też dokonał przedstawienia człowieka, którego napotkali u wejścia do Sali Obrad. - Wkrótce wygłosić ma on expose. Może wydać się Ekscelencjom specyficzny w obyciu, ale zapewniam, że jest nadzwyczaj skutecznym i uzdolnionym politykiem -
  19. - Cóż, jest to ruch ponadpolityczny i wykształcił się w odpowiedzi na poprzedni rząd, zdominowany przez kalkilistów, którzy próbowali zniszczyć nasze państwo, zniszczyć Nordatę. Obywatelski Ruch 12 Kwietnia stanął wtedy w obronie II Federacji, a kalkiliści zbiegli na południe, do Muratyki. Od tego momentu odbudowujemy Nordatę i czynimy ją silniejszą. Dążymy do przywrócenia jej potęgi, niekoniecznie w militarnym sensie - objaśniał de la Sparasan w drodze do Kongresu. - Kiedyś, może, obejmie on nie tylko politykę, gospodarkę i kulturę, ale całość państwa, dopisując Odrodzenie Narodowe do listy najwspanialszych wydarzeń w dziejach Nordaty - - Oczywiście, zapraszam raz jeszcze. W końcu tutaj bije serce politycznego systemu Nordaty - dodał, gdy już wchodzili do budynku.
  20. Limuzyny dotarły pod Plac Centralny. Jego nazwa istotnie była prawdziwa, znajdował się w centrum miasta i pomiędzy siedzibami dwóch organów władzy. Już wcześniej zadbano, aby nikt niepowołany nie dostał się w okolicę, ażeby zagwarantować spokój i bezpieczeństwo. Nie znaczy to, że na miejscu było zupełnie pusto. Przyszykowano kilka miejsc siedzących w pierwszym (i jedymym) rzędzie. Gdy wszyscy członkowie obu delegacji zajęli miejsca, zwrócił się do nich krótko Prezydent August: - Wasze Ekscelencje, za chwilę zobaczycie prawdziwą dumę I siłę Nordaty czasów Odrodzenia Narodowego, będzie to zapewne najbardziej oryginalna defilada zorganizowana na tym placu. Nie uczestniczy w niej bowiem wojsko, ale obywatelski ruch - konkretnie Brygady Budowlane Ruchu 12 Kwietnia, które to w przyszłości mają odegrać niezmiernie istotną rolę na scenie gospodarki Nordaty (państwa), a może i Nordaty (kontynentu) - Tu zakończył i zajął miejsce. Na plac w zorganizowanej formacji wmaszerowały Brygady Budowlane. Byli to cywile, jednak różnorodne ich ubiory łączył jeden element - opaska z nadrukowanym napisem "TŚK". Wielu niczym broń trzymało narzędzia pracy, a na czele każdej z grup stał Brygadier. Była oczywiście Brygada Achkovska, ale też i te z pobliskich miast, a jedna aż z Robotniczogradu. Mijając niewielką, choć imponująco przystrojoną trybunę członkowie każdego z nich salutowali, ustawiając się potem na przeciwległym końcu placu. Gdy dotarła tam ostatnia Brygada, zgromadzeni tam zakrzyknęli "Chwała Nordacie!" - Imponujące, prawda? Ci ludzie to właśnie krew w żyłach nordackiego państwa. A skoro o państwie mowa, zapraszam teraz do budynku Kongresu, mównica czeka, a to tylko kilka kroków stąd - oznajmił August przedstawicielom Republiki Bialeńskiej.
  21. - Dobrze wiedzieć, że Bialenia rozumie wagę przeszłości. W końcu bez niej nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy dziś - odpowiedział August - Ale koniec już smutków, w końcu trzeba spojrzeć w przyszłość, a tam mamy jeszcze wiele do zobaczenia. Na przykład achkovski Plac Centralny, zapewne już tam na nas czekają - dodał.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...