• Lubię to 1
  • Kocham to! 4
  • Haha 1
  • Wow 1
  • Zły 1
Skocz do zawartości
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

August de la Sparasan

Obywatel Federacji
  • Postów

    631
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    41

Treść opublikowana przez August de la Sparasan

  1. Wszystkie gołębie się przyjmie na służbę, to będą nowe siły powietrzne Wielkiej Korespondencyjnej Federacji Nordaty.
  2. I dlatego, Proszę Państwa, należy zmienić podejście. Zaprzestańmy używania dekadenckich forów i purytańskich discordów. Wróćmy do używania listów! Czas na pocztonacje!
  3. Tu się kończy seria oryginalna, zgodnie z moim zwyczajem, umieszczam linki do oryginałów: https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/www.zpviw.ct8.pl/forum/showthreaddd7c.html?tid=437 (Skrzyżowanie im. Jana Papajewicza) https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/www.zpviw.ct8.pl/forum/showthread6cb6.html?tid=438 (Dzieła Jana Mariana) https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/www.zpviw.ct8.pl/forum/showthread417d.html?tid=439 (Cetonoza) https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/www.zpviw.ct8.pl/forum/showthread18e4.html?tid=448 (Most Harfeleiński) https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/www.zpviw.ct8.pl/forum/showthreadd7ff.html?tid=464 (Legenda o powstaniu betonówki voxlandzkiej)
  4. Zabytki i osobliwości Marsylii: Legenda o powstaniu betonówki voxlandzkiej Nieodłącznym elementem folkloru marsylijskiego jest legenda tłumacząca powstanie betonówki voxlandzkiej, znanego i cenionego w mikroświecie napoju silnie alkoholowego (99,74%). Jan Marian, Podpijus i betonówka, 2021 [dzieło zaginione] Wszystko zaczęło się tak dawno temu, że najstarsi konsulowie nie pamiętali. Wtedy to w Marsylii rządził Podpijus Pijakus, złośnik znany i pijak. Nie brakowało mu niczego, za wyjątkiem napitku. Chodziło jednak o napitek nadzwyczajny, mocny jak mięśnie lemura sambańskiego, a nawet mocniejszy. Podróżował po swych ziemiach od Marsylii, przez Nowygrad, po Graniczno. Wreszcie w osadzie migrantów i cudzoziemców Mały Tfukraj napotkał ludzie poinformowanych, a z nimi wieść o winie rzymskim, cudownym ponoć i wyjątkowym. Pojechał zatem ze świtą konno pod bramy domu władcy Rzymu. Czekał tam pięć dni i sześć nocy, zanim go wpuszczono. Doczekał się jednak i oto skosztował napoju cudownego kapkę. Za całą flaszkę chciano jego władztwo. Zaczął on zatem myśleć nad tym. Myślał kolejne pięć dni i sześć nocy, zanim się zgodził. Wtedy zerwał się wiatr, który wywiał tę wieść krzakom, a te wyszumiały je Marsylii. Ludzie wściekli się przeto i poszli do Podpijusa, lecz zastali tam jego spitego i flaszkę pustą. Jeden z nich wyszedł zatem na zewnątrz i napełnij flaszkę kamieniami. Po powrocie władca poprosił go o danie mu flaszki, a ten przyłożył mu nią z całej siły. Potem wygoniono najeźdźcę. Źli władcy zginęli, a Marsylii nie zdobyto jeszcze przez tysiące lat. Tak powstała betonówka voxlandzka, robiona z kamieni poświęceniem ludu.
  5. Zabytki i osobliwości Marsylii: Most Harfeleiński Główną i jedną z nielicznych atrakcji dzielnicy Harfelein jest słynny Most Harfeleiński, zwany też Mostem im. Wszechmikroświatowej Uniwersalnej Rewolucji Popularnej. Wzniesiono go w roku 1978 dzięki staraniom Firmy Budowlanej "Pharovoz" i jej szefa oraz wybitnego architekta Vaggona Bochniccy. Most próbowano wysadzić trzykrotnie: w 1984 roku próbował tego dokonać gang Zhordha Tragicca, co powtórzyli dwa lata później. W 2001 roku natomiast takową próbę podjęła gruba piromanów-zapaleńców. Mimo ich starań most nadal stoi. I przy odrobinie szczęścia może nadal będzie.
  6. Zabytki i osobliwości Marsylii: Cetonoza Cała historia najsłynniejszego breeleńskiego placu zaczyna się w roku 1989, kiedy to rubijski emigrant, intelektualista i chemik Eber Ravana opracował ulepszoną formę betonu, ceton, mocniejszy, tańszy i bardziej wytrzymały. Szybko zapanowała na niego istna moda, stał się symbolem postępu. Po ataku terrorystów z tak zwanej Partii Nihilistycznej w wyniku którego Plac Dzielnicowy został uszkodzony, zwierzchnik dzielnicy nakazał pokryć go cetonem. Tak oto powstał obszar zwany Cetonozą. Sytuację panującą po modzie na nowy materiał podsumował krótko wieszcz narodowy Adem Maus "Betonistów było wielu, nikt nie myślał o cetonie, a tu przyszedł taki pan i ceton wynalazł się sam".
  7. Zabytki i osobliwości Marsylii: Dzieła Jana Mariana an Marian, wybitny artysta nowoczesny, mieszka w Marsylii i to właśnie tam rozwiesza na ulicach swoje prace, bulwersujące i prowokujące. Zamiast opisywać, pokażemy kilka z nich. Jan Marian, "Wiem lepiej" [tu było dzieło] Jan Marian, "Prawdziwy krwiopijca" [tu także było dzieło] Jan Marian, "Domiar" [również i tu było dzieło] Jan Marian, "Reakcjoniści" [jak wyżej, było dzieło] [gwoli wyjaśnienia, wszystkie przedstawione tu dzieła Jana Mariana zaginęły, pozostawiając jedynie tytuły]
  8. I kolejna przeklejka, niestety znów mojego autorstwa. Oryginalny cykl opisów różności marsylijskich (mowa tu oczywiście o Marsylii Voximskiej, wtedy w Voxlandzie, dziś w Państwie Kościelnym Kirym). Całość jak zwykle, w formie możliwie najbliższej oryginalnej. Zabytki i osobliwości Marsylii: Skrzyżowanie im. Jana Papajewicza Nie można mówić o dzielnicy Port Forto bez wspomnienia o wybitnym dziele architektury komunikacyjnej, jakim jest skrzyżowanie im. Jana Papajewicza, popularnie określane Skrzyżowaniem Ośmiu. Spotyka się tam osiem dróg: ul. Sprzedawców Krów, ul. Wielkiej Rewolucji Ludowo-Wyzwoleńczej, aleja Myśli Socjalkapitalistycznej, ul. Konsularna, ul. Marchsizmu, aleja Wodzów Milionlecia, aleja Pechowców Stulecia oraz ul. Helmuta Cezara. Mieszkańcy od powstania skrzyżowania w 1981 roku są do niego nastawieni sceptycznie, oskarżając je o powodowanie wypadków, czemu władze zaprzeczają, bo przecież służy ono przede wszystkim do kontroli uwagi i zręczności, tak ważnej dla kierowców. W sąsiedztwie symbolu dzielnicy znajdują się siedziby licznych firm oraz wiele warsztatów samochodowych.
  9. Odgrzebuję temat. Wczoraj Voxland obchodził szóstą rocznicę istnienia i trzecią - panowania Króla Joahima II. Wprawdzie szczególnie hucznych obchodów nie było, za to wydano okolicznościowy znaczek.
  10. Od strony wydania rozporządzenia - Prezydent lub Rząd. Od strony jego technicznej realizacji - NKI lub ktokolwiek chętny i kompetentny.
  11. Jest w tym trochę prawdy. To znaczy można zacząć robić konkurencję Micropedii, ale trzeba mierzyć siły na zamiary. Osobiście jestem sceptycznie nastawiony do takiej NordataWiki (NordWiki?), ale jeśli Wam to potrzebne, to czemu nie.
  12. Szczerze mówiąc, chyba na niewiele się tu przydam, bo dla mnie strona techniczna takiego przedsięwzięcia to nieomalże czarna magia. Niemniej chętnie pomogę w gromadzeniu zasobów (zapewniam, że nie będzie to tylko kiriospam).
  13. Amatorskie? Kurde, w Amatorii wcześniej derbów nie było. Przekonaliśta mnie!
  14. Tu się oryginalny tekst urywa, link do niego umieszczam poniżej: https://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/www.zpviw.ct8.pl/forum/showthread59a2.html?tid=239
  15. HELMUT CEZAR Opowieść cykliczna CZĘŚĆ IV: BRAWA DLA STAŻAKÓW Twarz Podpublikusa nie zdradzała strachu, a tylko to, co zawsze - populizm. By ludziom żyło się lepiej i inne tandetne hasła. Jedno z nich zeszło z jego czoła na usta i zostało niezwłocznie wyemitowane w postaci dźwięku: - Przybywamy w pokoju! Tylko tu przechodzimy! - Te dwie sprzeczne frazy były słowami nadzwyczaj pochopnymi, szczególnie, gdy zostały wypowiedziane do dwóch tuzinów wojów z dzidami i łukami, nieznających chyba żadnego języka poza głosem przemocy. Trwała konfrontacja, konkurs na mierzenie się wzrokiem: Podpublikus versus wojownika Helmut kontra łucznik. Wreszcie z gromady barbarzyńskiej wyłonił się człowiek uosabiający na tle swych towarzyszy cywilizację ciałem, a degenerację wzrokiem. - Parzydłos udos naginanos niezastany przez was nieszczęśliwców, ale my zaprowadzić was do wodza - powiedział ów człowiek łamaną amatorszczyzną. Był jednak konsekwentny w swych słowach i czynach. Wojowie zaraz otoczyli Podpublikusa, Helmuta i ich kompanów w wyprawie. Potem zaczęli ich wręcz pchać dokądś. Droga upłynęła w milczeniu. Kilka kroków, kilkanaście, kilkadziesiąt. Monotonia lasu postanowiła ustąpić blaskom polany, uroczyska i dużego złoconego pawilonu na terenie tym osiadłego. W jego cieniu skryty był duży tron obłożony szmaragdami, lecz pusty. Nagle ze wszystkich stron naraz i każdej z osobna rozległ się piskliwy głos, zakłócający ciszę natury: - A więc to wy! Obserwowałem was z mymi ludźmi od dłuższego czasu - nastąpiła konsternacja, niemal popłoch: gdzie jest mówca? Czy kryje się w którymś z obwieszonych papierami, krótkimi poematami, utworami literackimi? A może jest ukryty w tronie? Co się dzieje? Tymczasem nieznajomy kontynuował: - Zakłóciliście czystość rasową i narodową Związku Alebongo i spokój jego księcia... Czyli mnie. Arcyjegowysokości Artera Karbida! - Po tych słowach nastąpiła długa przerwa. Z pytań zadawanych sobie przez Helmutusa odeszło to o Karbida. Teraz już się przekonał, kim on jest. A mimo to irytacja położeniem kipiała w nim. Czas ciszy minął. Zza jednego z drzew wyszedł człowiek nadzwyczaj niski o twarzy zaczerwienionej z oczami urodzonego władcy absolutnego. Helmutus nie wytrzymał. Nerwy mu puściły. Rzucił się na stojącego obok wojownika. Ten zaczął się szamotać, a kilku kolejnych ruszyło na walczących. Podpublikus wyciągnął szablę i ciął dwóch z nich. Rozległ się okrzyk: - Naprzód stażacy, wojownicy na stażu u władcy! - W tamtym momencie było już wiadomo, że nie mają szans ze sprawnym szermierzem jakim był Podpublikus. Zaczęli uciekać. Jego Arcywysokość uczynił to samo, co wojowie, nawet ich prześcigając. Tak właśnie przebiegł ten ciekawy incydent, w wyniku którego Jakus Nijakus z towarzyszami ruszyli dalej zaopatrzeni w spore ilości wierszy zdartych z drzew, do których były one przyklejone. Wiersze te miały zostać przeznaczone do spalenia zamiast patyków przy następnym postoju.
  16. HELMUT CEZAR Opowieść cykliczna CZĘŚĆ TRZECIA: INTRYGI, INTRYGI Za oknem szalała burza, tocząc się po pustkowiach Betoniki. Pioruny waliły w nieurodzajną ziemię. Żaden jednak nie ośmielił się uderzyć we wznoszącą się nad ubogim stołecznym Dzikogrodem siedzibę przywódcy ludu Betonowego - Zapasowego Kompana Kapera Walkmana. Ewidentnie powietrzni rabusie i niszczyciele, błyskawice, żywiły głęboki szacunek dla pirata i grabieżcy przewyższającego je wszystkie. Ale był też zarazem dobry charakterem. A grabież? Cóż, pozwala zakłócić wewnętrzny mrok. To nazwisko! Zawsze je mylili! Wszyscy, nawet on sam. Może stałby się bohaterem korsarzy, gdyby miał lepsze imię, przydomek? Taki Karlos Czarnoczarny z tej północnej wyspy, co mieszkańcy nazywają ją Południową. Toż to grabieżca nad grabieżców, bukanier nad bukanierów. Ale on ma też dobrą flotę, a Zapasowy Kompan miał tylko jedną przeszkodę na drodze do sławy. Tylko albo aż. W końcu Wschódkraina to miejsce złowrogie nawet dla własnych mieszkańców, ale potężne. Chociaż ich cesarz, Augustus Nowy, zwany tyranem, jest naprawdę szalonym autokratą. Rozmyślania te przerwał jakiś człowiek, który właśnie wszedł do komnaty. Równowagę powietrza zaburzył dźwięk. Słowa przybysza. - O Zapasowy Kompanie... Najjaśniejszy... Raperze Talkmanie... - Ładnie się zaczyna. Na start pomyłka. - Kaper Walkman! Jestem Kaper Walkman! - poprawił nieznajomego. Ten zląkł się, ale zebrał wszystkie siły na zawołanie - Chwała kalkaizmowi! Kalce naszej eksportowanej chwała! Jestem Gregory Alien... Rybak... Z Korybii...- Walkman wiedział dużo o Korybii, swoim lennie. Tam wszyscy są rybakami. Może poza królem Alertem Felerykiem de Szpadką... On zawsze utrudnia. Ale to nasz wróg, wewnętrzny. Własny. - Przysyła mnie Jego Arcymość de Szpadka... - kontynuował Alien - Ja... Herold. Zapowiedzieć mam... Jego Arcymość przyjechał. - Walkman się tego spodziewał. Wydał polecenia straży: - Wpuścić go. A tego Aliena wyprowadzić - rozkazał. Po chwili do pomieszczenia weszli dwaj ludzie obwieszeni rybami, z trąbami. Grali na nich jakąś melodię, co miała być majestatyczna, a wyszła kiczowata. Tak jak de Szpadka, który szedł za nimi. - To ja - powiedział i zaczął wymieniać swoje tytuły. Zapasowy Kompan przerwał mu pytaniem: - Po co przychodzisz? - Ten niezrażony odpowiedział: - Słudzy moi donoszą mi o niegodziwym ruchu. Augustus Nowy sprzymierzył się z Imperium Kirymskim... To nie geniusze, ale lepiej postarać się o wsparcie... Może z południa... - zasugerował nieśmiało. - Zastanowię się... Może... W takim przypadku... A teraz już idź - odpowiedział Walkman. De Szpadka usłuchał. Wrócił do swej lektyki. Tam nadal był on. Jego doradca, przewodnik, wódz. Oczywiście mniej ważny od niego. Skryty w cieniu Aleks Adamy Młodszy. Człowiek, który nie cierpiał Betoniki, ale jeszcze bardziej nienawidził Wschódkrainy. Jak dobrze, że jej współzałożyciel, zjednoczyciel Lech Różohardy ma już pięć sztyletów w ciele. A wszyscy myślą, że to Fred Długi, sługa Karlosa Czarnoczarnego. Tak, był mistrzem. Godnym swego ojca, Aleksa Adamego Starszego. Wysiadł z lektyki i wsiadł na konia, swój ulubiony środek transportu. Lektyka zawróciła do Korybii, a genialny manipulant de Szpadki i tym samym też Walkmana wyruszył na koniu na południe. Do Tfukraju, do reszty koterii.
  17. HELMUT CEZAR Opowieść cykliczna CZEŚĆ II. PRZEZ TFUKRAJ Dopłynęli o zmierzchu. Mróz i mroki tajemniczego terenu pojawiły się przed Helmutusem. - To już tutaj? - zapytał niepewnym głosem. Co prawda Perfektura była diabelska, ale co może kryć się tutaj? Jakie bestie bądź ludzie niegodziwością do nich zbliżeni? Podpublikus stał obok bez cienia strachu na twarzy, bez drgnięcia choć cząstki najmniejszej ciała. - Nie - zaprzeczył. - To jest Tfukraj. Tak zwiemy te ziemie. Droga tu do ojczyzny dłuższa, lecz i tak bezpieczniejsza niż przez wody dookoła - dodał. Załoga galery wyniosła z niej cały ładunek. Niektórzy z jej członków drżeli na ciele, innym udawało się to ukryć bądź faktycznie nie było to dla nich straszne. Jeden z nich nagle upuścił skrzynię i wpadł w panikę. Zaczął uciekać do wody, a za nim niósł się krzyk: - To ziemie Artera Karbida! Mattea Żmijowca! Tetrika Dykty! - Potem wskoczył do wody i zaczął intensywnie płynąć. Szybko zniknął w mroku i mgle. Słońce zaszło, na wszystko nasunął się cień strachu i niepokoju zawoalowanego czernią nadchodzącej szybko nocy. Podpublikus podszedł całkiem swobodnym krokiem do jakiegoś pakunku i wyjął stamtąd pochodnię zawiniętą w jakieś łachmany. Następnie podszedł powoli do łodzi i wszedł na nią. Tam wypuścił z rąk materiał i pozwolił mu upaść na ziemię. Helmutus i załoga razem patrzyli na to jak sparaliżowani. Wtedy Jakus Nijakus gwałtownie i silnie otarł czubek pochodni o maszt. Natychmiast z drewna wychynął płomień. Podpublikus zaczął się cofać tyłem, po czym rzucił pochodnię na pokład. Spadała szybko. Zeskoczył do płytkiej wody zalewającej piasek. Okręt stał się ogniskiem, a ciemności rozświetliły się. - Już nikt stąd nie ucieknie. Trzeba iść dalej - stwierdził oschle, podążając naprzód tak, jakby wkoło niego nikogo nie było. Szli naprzód w milczeniu, a światło gasło z czasem. Kadłub się dopalał, a może wszechobecne drzewa chwytały promyki dla siebie. Gdy wokół była już tylko czerń i drzewa, Jakus Nijakus obnażył szablę. Szedł przodem. Gdy jakaś roślinność stała mu na przeszkodzie, ciął ją. W końcu po licznych prośbach załogi, dobył kolejnej pochodni i zapalił ją. Skądś dobiegały dźwięki, jakby niezwierzęce, zakłócające siedlisko natury. Przybliżały się do nich albo odwrotnie. Stanęli. Dźwięki były coraz głośniejsze. Stojący na czele Podpublikus przekazał pochodnię Helmutusowi. Czekali. To byli ludzie. Oni nadchodzili. - Alebienowie - stwierdził - Ludzie Karbida - dodał.
  18. HELMUT CEZAR Opowieść cykliczna CZĘŚĆ I. JAK ROZPĘTANO PIERWSZĄ WOJNĘ HELMUTOWĄ Helmutus Bezrobotnus z Saganu imał się w ojczystym mieście wielu prac. Był na przykład gajowym w pobliskiej puszczy, której to pilnował, aby Sagani do lasu się nie zapuszczali, niedźwiedzi, lemurów złośliwych i dzikich kotów nie drażnili, ich unikali oraz by bożków leśnych nie czcili. Miał talenty liczne, niewykorzystane, lecz przez system w Imperium Saganowym, uważany za idealny i wspaniały, był dziełem niegodziwości nielicznych karierowiczy, na przykład Alfida z Teheny, arcynadhrabiego burgrabiego Eroikoczekanów, dzierżawcy Goplii. Ponoć dzięki znajomościom wśród rodu Haburów przekupił księcia Filiusa Saganowego, by ten nadał mu wiele tytułów szlacheckich. Ten natomiast pod groźbą pałowania nakazał królowi Barberobrudasów Laurowi I, zwanemu Gadem, by nadał ziemię lenną Goplę Alfidowi. Taki tam był system polityczny, że książę rządził królem, a faktycznie rządzili lennicy. Wielu się sprzeciwiało, lecz Izba Perfekcyjna skazała ich wszystkich na banicję. Helmutus nie mógł więc nic zrobić. W razie sprzeciwu wylądowałby w szalupie płynącej na północ, gdzie przecież nic nie ma. A jednak tego letniego dnia miał szczęście. Do Saganu przypłynęła galera z "ludźmi z końca świata", z północy. Czyli tam jednak coś musiało być. Dowódca tej gwardii z okrętu zwał się Jakus Nijakus Podpublikus i przedstawiał się teraz jako Konsul Imperium Kirymskiego. Wśród jego załogi rozpoznano wielu wygnanych. Pałali oni zemstą. Słusznie zresztą. Jednak nie czynili nic złego, albowiem lennicy nie byli godni nawet obrabowania. Podpublikus szukał człowieka najzwyczajniejszego. Zauważył Helmutusa i nakłonił go, by powiedział, jak mu się żyje. - Źle, oj, źle, lennicy nas męczą i cisną - stwierdził, myśląc, iż Perfektura nie usłyszy. Błąd. Zaraz podeszli do niego dwaj mężczyźni w kapturach i długich czarnych szatach. Na szyi mieli medaliony z gliny ze znakiem ręki. Symbol Perfektury. - Nędzny gminie, zgodnie z artykułem 48 punktem 42 przypisem 2 spisu praw Przekupusa Piotra I, za obrazę stanu lennego zostaniesz wygnany! - wycedzili jak do nędznego robaka. Ale i oni byli w błędzie. Podpublikus, choć stary, był mistrzem broni białej. Zarąbał ich szable, rozbroił, a załodze nakazał wrzucić ich pod pokład. Helmutus czuł wdzięczność, więc zgodził się opuścić parszywe to miejsce i prymitywne, i wyruszył z nimi w drogę powrotną na północ. Tam jednak coś jest...
  19. Proszę Państwa, skoro już zacząłem kiriospam od ponownej publikacji "Kroniki Cesarstwa Insulii", chciałbym przedstawić Państwu również inny element kultury amatorskiej i kiryjskiej, także niedokończony, mianowicie coś, co w zamyśle miało być satyryczną powieścią historyczną, opowiadającą o pewnym wycinku dziejów Kirymu. Nie przedłużając, oto "Helmut Cezar - opowieść cykliczna" autorstwa mojego zilustrowana w stylu tradycyjnego amatorskiego rysunku czerwonokreskowego a la Jan van Daal. HELMUT CEZAR Opowieść cykliczna PROLOG Rok 65 przed naszą erą. Przed tysiącami lat na terenie Voximy rozciągało się wielkie imperium. Imperium Kirymskie, nazywane tak od metropolii Kirym, wzniesionej z rozkazu trzydziestego pierwszego Konsula, Arkadiusa Konsuma Germańskiego Starszego. Teraz oto na miasto spoglądał z pałacu konsularnego sto dwunasty Konsul, Jakus Nijakus Podpublikus Almerski. Miał on już przeszło siedemdziesiąt lat, a rządząc przez ćwierć wieku podbił Spartan dalekich i Woksów bliskich. Ciekawie mu się odpoczywało w zdobycznej wiosce w palisadzie wodza tego dzikiego plemienia. Tak dobrze, że nakazał jej nie burzyć, a zmienić nazwę, zmarsylizować ją. Dokonał też reformy i postawił fundamenty pod dom dynastii marsylijskiej. Jedynym teraz zagrożeniem był Chciwus Joahimusem zwany, generał i weteran kampanii spartańskiej. Zwany był czasem Psycholusem, od absurdalnych twierdzeń o kontynencie na południu. Na południu nic nie ma, to jasne. Z tych rozmyślań skorzystał sługa, przynosząc niespodziewanie złe wieści. Wygromadzenie Sionogatów chce wybrać Joahimusa następcą konsula. Ale tego nie zrobią. Jakus Nijakus miał już populistyczny plan... Ciąg dalszy nastąpi... Może...
  20. Tu się kończy ostatnia spisana część "Kroniki Cesarstwa Insulii". Podsyłam link do oryginału: http://forum.winkulia.eu/showthread.php?tid=4689&highlight=kronika+cesarstwa+insulii
  21. CZĘŚĆ V TRAKTATY MIĘDZYNARODOWE I CZĘŚĆ DALSZA URZĘDOWANIA PREZYDENTA NOVAKA 6 kwietnia 2021 roku rozpoczęto głosowanie nad ratyfikacją pierwszej z wielu umów międzynarodowych będących owocem prezydentury Aleksandra Novaka: umowy między Ludową Republiką Magnifikatu a Zjednoczonym Państwem Voxlandu i Westlandu o wzajemnym uznaniu i nawiązaniu stosunków dyplomatycznych (przyjętej dnia następnego). 25 kwietnia prezydent powołał Joahima von Ribertropa na urząd Federalnego Gubernatora (zarządcy nowo zajętych ziem stołecznych - Federalnej Guberni) oraz dowódcę Federalnych Sił Zbrojnych. Trzy dni później obaj wyżej wymienieni panowie odbyli naradę na temat wydarzeń w Winkulii, w której trwały wówczas niepokoje na tle nacjonalistycznym oraz tarcia pomiędzy władzami a regionem Socjalistycznej Republiki Volkianu. Doprowadziła ona do podjęcia decyzji o dalszym rozwoju krajowych sił zbrojnych. 2 maja Regent Związku Winkulijskiego Mateusz Żmigrodzki przybył z wizytą do Westlandu. Owocem dwudniowych rozmów z prezydentem ZP była umowa o wzajemnych stosunkach dyplomatycznych i postępowaniu związanym z mniejszościami narodowymi, którą prezydium ratyfikowało 26 maja. Wtedy też rozpoczęto bliźniacze głosowanie, dotyczące umowy uznaniowej z Federacją Brodryjską, zakończone pomyślnie 3 czerwca. Jedenaście dni później zgłosiłem ustawę o utworzeniu Protektoratu Ruby, która wreszcie miała uregulować kwestię tegoż obszaru (przyjętą 23 czerwca). Okres od końca czerwca do sierpnia upłynął w Voxlandzie pod znakiem debaty nad konstytucją, której projekt, ustanawiający Voxland chiliarchią, został wprawdzie publicznie przedstawiony, nigdy jednak nie wszedł w życie. Tak samo bezpłodna okazała się debata na temat dalszego losu Ruby, której obszar planowano zagospodarować na cele militarne (budowa bazy FSZ). 26 lipca zakończyła się kadencja prezydenta ZP, który obwieścił to w poście na forum, jednocześnie tak podsumowując czas swojego urzędowania (do dziś brak publicznych negatywnych opinii na temat tegoż okresu):
  22. CZĘŚĆ IV KRÓTKO O ZŁOŻONEJ STRUKTURZE ZAUFANIA SPOŁECZNEGO W JAK DOTĄD OSTATNIM ZJEDNOCZONYM PAŃSTWIE VOXLANDU I WESTLANDU Przytoczone wyżej słowa padły, a właściwie zostały napisane pierwszego dnia trwania przeprowadzanej przez Voxlandzki Instytut Opinii Społecznej "ankiety zaufania do obywateli (i jednego trupa) Zjednoczonego Państwa Voxlandu i Westlandu", której wyniki opublikowano 27 kwietnia. Pomimo kuriozalności niektórych jej elementów (podział na "całkowite zaufanie", "częściowe zaufanie", "częściowe zaufanie, częściowy brak zaufania" (sic!), "częściową nieufność" i "całkowity brak zaufania", przedstawienie wyników w formie pozbawionej jakiegokolwiek logicznego porządku - czy to według rosnącego/malejącego zaufania społecznego, czy alfabetycznym) jest to jedno z niezbyt licznych tego typu badań i stąd jest w mojej opinii warte przytoczenia. Oddajmy zatem głos autorowi (Joahimowi von Ribertropowi):
  23. CZĘŚĆ III REFORMY HARLINOWSKIE, CZYLI URZĘDOWANIA PREZYDENTA NOVAKA CZĘŚĆ PIERWSZA 26 marca 2021 roku prezydentem Zjednoczonego Państwa Voxlandu i Westlandu został wybrany znany powszechnie w mikroświecie westlandzki działacz polityczny Aleksander Novak. Jeszcze tego samego dnia złożył on przysięgę prezydencką. Okres jego rządów był niewątpliwie jednym z najbardziej stabilnych w historii tego państwa, upłynął natomiast pod znakiem aktywnej działalności Deemera Savioura/Kamilijana de Harlina, utworzenia regionu stołecznego oraz podpisywania kolejnych umów międzynarodowych. Już 25 marca Kamilijan de Harlin przedstawił Wielki Plan Rewitalizacji, zakładający repatriację dawnych obywateli, aktywizację obecnych oraz pozyskanie nowych, jak również zmiany w ustawodawstwie. Został on przyjęty cokolwiek sceptycznie, co jednak nie zniechęciło pomysłodawcy, który już dzień później przedstawił projekt ustawy o Federalnej Guberni - regionie stołecznym. Znalazł się w niej zapis o uczynieniu stolicy siedzibą nowatorskiej instytucji - Sądu Pokoju, mającego rozstrzygać drobne spory, co było odpowiedzią na nieaktywność wymiaru sprawiedliwości. Weszła ona w życie wraz z podpisaniem przez prezydenta 2 kwietnia. Tymczasem pierwszego dnia wspomnianej prezydentury o godzinie 12:13 rozpoczęto udaną operację zbrojnego zajęcia północnej części terytorium dawnej Abachazji, w której decydującą rolę odegrały siły armii westlandzkiej. 27 marca podjęty plan rewitalizacyjny zaowocował kolejnym projektem ustawy tego samego autora, co poprzednio, tym razem dotyczącym Federalnych Sił Zbrojnych. Również i ona zawierała nowatorskie koncepcje (możliwość wypowiedzenia posłuszeństwa przez lokalne siły zbrojne podczas prowadzenia przez państwo wojny ofensywnej) oraz została przyjęta tego samego dnia, co jej poprzedniczka. Sam prezydent nie pozostawał dłużny i samemu również zgłosił projekt ustawy dotyczącej statusu osób zmarłych. Głosiła ona między innymi: Aby dowiedzieć się, co spowodowało zgłoszenie tejże nietypowej koncepcji, należy się cofnąć o dobę, do dnia 29 marca, kiedy to, pod wpływem Kamilijan de Harlina (realizującego założenia Wielkiego Planu Rewitalizacji), powróciłem do Zjednoczonego Państwa Voxlandu i Westlandu unieważniając swoją narracyjną v-śmierć ogłoszoną w Winkulii niedługo po rezygnacji ze stanowiska. Spotkało się to z nieprzychylną reakcją, czego przykładem jest ów projekt. Reakcją de Harlina było zgłoszenie w dniu podpisania przez prezydenta jego wcześniejszych aktów projektu nowelizacji ustawy o obywatelstwie. Prezydent stwierdził, iż jest to próba zmuszenia go do nadania ponownie mojej osobie obywatelstwa. Przyjęto ją 11 kwietnia, cztery dni po podzielającej jej los ustawie o statusie osób zmarłych. Po tym pomysłodawca i reformator zaprzestał działalności. Była to niezaprzeczalnie wielka strata, lecz wówczas nie wzbudziła emocji.
  24. CZĘŚĆ II TAKA SOBIE STABILNOŚĆ Tak zwane VI Zjednoczone Państwo Voxlandu i Westlandu powstało 22 stycznia 2021 roku. Odtworzony kraj był republiką (w konstytucji uchwalonej 24 stycznia wymienionego roku ZPViW zdefiniowano jako republikańskie państwo federalne), z prezydentem w roli głowy państwa i szefa rządu, parlamentem (Prezydium) oraz Sądem Najwyższym. Pierwsze wybory odbyły się 31 stycznia, a na najwyższy urząd w kraju kandydowali w nich Aleksander Novak oraz moja skromna osoba (wtedy jeszcze posługująca się personaliami Helmut von Hurrdur). W głosowaniu zdobyłem 66,67% głosów i następnego dnia, po złożeniu przysięgi prezydenckiej, rozpocząłem urzędowanie. Tego samego dnia wydałem pierwsze rozporządzenie, powołujące rząd w następującym składzie: - Aleksander Novak - minister obrony narodowej, minister administracji, - Jakub Wiśniowiecki von Sarm - minister kultury, minister bez teki, - Joahim von Ribertrop von Sarm - minister spraw wewnętrznych, minister nauki, - Moja skromna osoba - minister spraw zagranicznych, minister ds. gospodarki. Wówczas utworzyłem też wątek na forum, w którym miały być opisywane działania czynione przez głowę państwa. Nazajutrz przyjąłem przesłane ze Związku Winkulijskiego gratulacje i zaproszenie na obchody trzeciej rocznicy powstania wymienionego państwa. 3 lutego podpisałem przyjętą przez Prezydium ustawę o siłach zbrojnych mojego autorstwa. 5 lutego rozpoczęto wstępne przygotowania do wyjazdu do Winkulii z osobami towarzyszącymi. Dwa dni później zgłosiłem w Prezydium projekt ustawy o wyróżnieniach, po czym wyruszyłem na obchody wspomnianej rocznicy do sąsiada z południowego wschodu. To właśnie podczas wspomnianego wydarzenia prezydent Związku Winkulijskiego Alfred Fabian von Tehen - Dżek wygłosił przemowę, w której przeprosił Zjednoczone Państwo ViW za krzywdy doświadczone ze strony władz Federacji Nordackiej. 8 lutego usunąłem Jakuba Wiśniowieckiego z rządu, w związku z wyborem go na sędziego Sądu Najwyższego ZP, jego stanowiska ministerialne przyznałem następnego dnia Joahimowi von Ribertropowi. Tydzień później podpisałem świeżo przyjętą ustawę o świętach narodowych. Wszystko przebiegało spokojnie i stabilnie. Potem wybuchła jednak gwałtowna kłótnia, podczas której wysunąłem niepopularną tezę, iż pewne osoby posiadające podwójne obywatelstwo (ZP i norweglandzkie) mogą próbować wykorzystywać w celu osiągnięcia korzyści przez drugie z wymienionych państw, co wywołało skandal i sensację, skutkującą rezygnacją z obywatelstwa ZP przez ww. osoby oraz głosowaniem nad odwołaniem mnie ze stanowiska. Nie doszło ono jednak do skutku, bowiem 24 lutego złożyłem dymisję z pełnionych stanowisk oraz zrezygnowałem z obywatelstwa, co motywowałem niechęcią do pozwolenia obywatelom na igranie z własnymi sumieniami oraz ogólnym wypaleniem. 23 dni rządów. Po kolejnych wyborach, 4 marca na mojego następcę wybrano Artura Kardacza von Hochenburg, którego kandydatura nie była traktowana cokolwiek poważnie (nie prowadził nawet kampanii wyborczej). Biorąc pod uwagę, że za swojego urzędowania nie podjął żadnych działań, imponującym jest, iż urzędował "aż" 9 dni. Trzynaście dni później prezydentem został Aleksander Novak. O ironio, człowiek mający niezbyt dobrą opinię w mikroświecie, oskarżany wcześniej o skłonności dyktatorskie, jako jedyny prezydent VI ZP urzędował do końca kadencji. Czy mówi to coś o stabilności państwa? Możliwe.