Największą bolączką II FN jest niezgodność charakterów, która będzie występowała przy dużej liczbie osób na jednym forum. Państwo powinno aktywnie działać celem łagodzenia sporów i konfliktów, jakie występują w społeczeństwie. Utrata obywateli to utrata najcenniejszego zasobu państwa, bowiem każde życie jest święte. Nie możemy dalej tracić ludzi z powodu toksycznej atmosfery, jałowych kłótni o byle co, sporów ideologicznych i personalnych. Straciliśmy już wiele osób, które nie wytrzymywały psychicznie panującej tutaj atmosfery. Zanim zaczniemy rozszerzać II FN o nowe państwa i werbować tutaj grupy nowych osób, to powinniśmy popracować nad wewnętrzną harmonią społeczności.
Powinniśmy być mniej hermetyczni, mniej oceniający, mniej narzekający na wszystko i wszystkich, a bardziej wyrozumiali, uprzejmi i spokojni. Jesteśmy tutaj dla zabawy. W II Federacji Nordackiej chcemy się wyluzować, robić fajne rzeczy i socjalizować się z ciekawymi ludźmi. Nie jesteśmy tutaj by zapierdalać na drugi etat i walczyć za wszelką cenę o słupki w Instytucie Statystyk Międzynarodowych czy o tak zwane przetrwanie państwa albo udowadniać coś swoim krytykom. Po przekroczeniu granicy, w której ludzie działają w v-państwie z przymusu, z powodu negatywnej motywacji (np. jak czegoś nie zrobię to będę zganiony, jak się z czymś spóźnię to znowu będą na mnie narzekali, jak coś zrobię źle to będą chcieli mnie odwołać) możemy już nieformalnie uznać państwo za upadłe, bo zaprzestało spełniać swoją rolę - zapewniać rozrywkę i integrować społeczność. Skoro ktoś robiąc rzeczy naraża się tylko na nagonkę na siebie, nakłada na siebie stresujące wyśrubowane wymagania, a nie czerpie z tego satysfakcji, to w takiej atmosferze nikt nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności za nic, bo zawsze będzie stratny na działaniu, a na samym komentowaniu nic nie traci.
Absolutnym priorytetem i fundamentem dla innych fundamentów jest to, żeby władza w końcu znalazła jakąś pozytywną motywację do działania dla Obywateli oraz by zaczęła aktywnie walczyć z toksycznymi zachowaniami. Bezsensowne spory personalne budowane na wzajemnych uprzedzeniach i stereotypach rozsadzają ten kraj od środka. Wszystkie inne sprawy są całkowicie drugorzędne, dopóki rząd nie poradzi sobie z tym słoniem w pokoju. Nie wystarczy nam, że konkretne osoby będą przyzwoite. Nie wystarczy nam liczyć na to, że społeczność sama z siebie się ogarnie. Nie wystarczy nam poczekać na to, aż nielubiące się osoby dokonają wzajemnego mordu i nie zostanie już komu się spierać z kim o cokolwiek. Potrzebny jest też impuls od góry od silnego i zdecydowanego przywódcy. Nie potrzebujemy rządu, który pogania obywateli do pracy prowadząc propagandę zapierdolu ani rządu minimum, który mówi obywatelom, żeby robili co tam sobie co chcą, nie dając żadnego wsparcia w robieniu konkretnych rzeczy i zajmując się tylko papierologią. Potrzebny nam autorytatywny przywódca (nie mylić z autorytarnym), który wyznaczy kierunek zmian społecznych, który będzie na tyle, ile to możliwe, eliminował patologiczne zachowania społeczne oraz promował dobrą atmosferę.
Rząd nie może przyjąć strategii, że niech tam sobie obywatele robią co chcą, a my tam tylko damy pod sam koniec jakieś wsparcie finansowe albo się podpiszemy pod jakimś wydarzeniem, czy tam damy symboliczny patronat. Nie może też każdemu rozkazywać i mówić, co mają ludzie robić. Powinien za to pokierować państwo w konkretnie obranym kierunku, pozostawiając jednak w ramach tego kierunku swobodę twórczą, ale przede wszystkim powinien wywołać przemianę społeczeństwa i położyć kres toksycznej, napiętej atmosferze.
Nie zamierzam startować w tych wyborach. Za to głośno i wyraźnie będę komunikować, czego oczekuję od kandydatów w zamian za mój głos i moje wsparcie.