Afera na budowie: Zaginione tony kruszywa
Na początku wyglądało to jak zwykłe opóźnienie w dostawach. Markus Wettin, odpowiedzialny za koordynację logistyki, otrzymał kilka raportów o brakującym kruszywie drogowym. Z początku nie budziło to większych podejrzeń – na tak wielkiej budowie zawsze zdarzają się drobne nieścisłości. Jednak kiedy drogowcy zaczęli alarmować, że nie mają czym utwardzać głównych dróg, Wettin postanowił osobiście przyjrzeć się sprawie.
Zebrał dokumentację dostaw i ruszył na inspekcję magazynów. Już na pierwszy rzut oka coś się nie zgadzało – według papierów na plac budowy dotarło więcej materiału, niż rzeczywiście się na nim znajdowało. Zamiast setek ton kruszywa, na miejscu był zaledwie ułamek tej ilości.
– To niemożliwe – mruknął, chodząc po pustym placu.
Wettin nie był człowiekiem, który odpuszczał. Kazał przejrzeć dokumenty przewozowe i szybko odkrył, że część ciężarówek nigdy nie dotarła na budowę. Zamiast tego odbijały w stronę nieczynnego przejścia granicznego – i ślad po nich ginął.
– Mamy do czynienia z kradzieżą – powiedział do Borysa Zamyckiego, który towarzyszył mu na miejscu. – To nie jest przypadkowe.
Zamycki pokiwał głową. – Wygląda na coś większego. Jeśli ktoś kradnie w takich ilościach, to nie są zwykli złodzieje.
Wettin natychmiast zwołał naradę z kierownikami budowy. Jego instynkt mówił mu, że sprawa jest poważniejsza, niż się początkowo wydawało. Zadecydował o przeprowadzeniu audytu. Z dokumentów wynikało, że część dostaw pochodziła od firmy NanDiBud, która regularnie zaopatrywała plac budowy w materiały. Jednak po dokładniejszym przeanalizowaniu danych, zaczęły się pojawiać niepokojące odkrycia. Ceny za materiały były znacznie wyższe niż w innych firmach, a dostawy – jak się okazało – były częściowo fikcyjne.
– Coś tu nie gra – powiedział Wettin. – Znam tę firmę. Zajmują się transportem i dostawą materiałów kluczowych dla budowy miasta.
Im więcej informacji zbierał, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że to nie przypadek. Wszystko wskazywało na to, że NanDiBud mogła mieć powiązania z osobami na wysokich szczeblach administracji. Brakowało jednak jednoznacznych dowodów, które mogłyby bezsprzecznie połączyć firmę z nielegalnymi działaniami.
Wkrótce sprawa dotarła do najwyższych kręgów władzy. Kiedy Imperator dowiedział się o sprawie, wybuchł gniewem.
– Jak to możliwe, że ktoś śmie okradać budowę Aleksanark Romaanavkud?! – krzyczał wściekły podczas narady. – Znaleźć tych, którzy się tego dopuścili! Natychmiast!
Markus Wettin wiedział, że teraz nie ma już miejsca na błędy. Musiał działać szybko, by zapobiec wybuchowi skandalu. Z pomocą Cesarskiej Służby Bezpieczeństwa i we współpracy z odpowiednimi organami ścigania, zebrano wystarczające dowody, które pozwoliły na ukierunkowanie śledztwa i doprowadzenie do zatrzymania sprawców.
Kiedy w końcu sprawcy zostali ujęci, ich tożsamość, choć była znana wewnętrznie, została zatuszowana. Władze postanowiły, by sprawa nie przedostała się do opinii publicznej. Imperator uznał, że sytuacja została opanowana, a winni zostali odpowiednio ukarani…
Prace na budowie Aleksanark Romaanavkud nabierały tempa, a miasto rosło w oczach. Z każdym dniem stawało się coraz bardziej okazałe, a pytanie brzmiało, jakie jeszcze przeszkody mogą stanąć na drodze jego dalszej budowy.