• Lubię to 1
  • Kocham to! 4
  • Haha 1
  • Wow 1
  • Zły 1
Skocz do zawartości
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Markus Wettin

Obywatel Federacji
  • Postów

    252
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    8

Treść opublikowana przez Markus Wettin

  1. Osobiście proponuję, aby prace nad ustawą zasadniczą odbywały się na Discordzie, tak aby wszyscy obywatele Nan Di mogli brać udział w jej tworzeniu. Można powiedzieć, że będzie to coś na wzór konstytuanty. Oczywiście stworzymy również odpowiedni dokument w Google Docs, aby każdy miał na bieżąco wgląd w postępy prac.
  2. Jasne, trzeba się zastanowić, co mamy do ustalenia i w najbliższej przyszłości zwołać obrady. Aktywizacja samorządu nigdy nie należy do najłatwiejszych zadań, ale myślę, że Nowa Orda ma na tyle duży potencjał, że coś wykombinujemy. Poczekajmy, może aż zakończą się obrady Keisarnoud i Nan Di nabierze ostatecznego kształtu, i wtedy możemy na poważnie ruszyć z Nową Ordą.
  3. "I liczba 5 też może być płynna... jak jest 6 mieszkańców, też powinniśmy go przyjąć." Z tego wnioskuję, że tak, więc nie powinno być problemu.
  4. A faktycznie, umknęło mi gdzieś. 😅 Nie zmienia to jednak faktu, że Ekscelencja de Zaym poparł zaproponowane przez nas zmiany - co bardzo cieszy. Teraz trzeba będzie przemyśleć, kto będzie reprezentował Nan Di: czy Ty jako Chan Nowej Ordy, czy wyznaczymy jednego wspólnego przedstawiciela dla Nan Di, czy jeszcze inaczej. Na razie wygląda na to, że musimy poczekać na więcej szczegółów.
  5. A co sądzicie o inicjatywie Ekscelencji de Zayma? Jak już pisałem na forum Bastionu - to może mieć naprawdę spory potencjał. Pollin jest pełen różnych kilkuosobowych państw, ale jeszcze więcej jest wszelkiego rodzaju samorządów, prowincji czy państw zależnych, które moim zdaniem mogłyby być zainteresowane udziałem w takim projekcie. Taka inicjatywa mogłaby pomóc w ich aktywizacji poprzez różne formy współpracy.
  6. Zgadzam się, skoro do tej pory nikt nie wyraził zainteresowania, to raczej już tak pozostanie. Trzeba mieć nadzieję, że inni dołączą w trakcie działalności uniwersytetu. Póki są chęci i zapał, trzeba działać, nie ma na co czekać.
  7. Zawsze możemy uznać w obiegu dwie waluty. Nord daje nam bank, giełdę i inne systemy, niestety waluta nandyjska to tylko narracja. W sumie można by też pomyśleć o czymś na wzór strefy euro i uczynić z norda międzynarodowy środek płatniczy. Ciekawe czy jakieś kraje byłyby potencjalnie zainteresowane.
  8. Dzisiaj mamy też dość istotne wydarzenie w mikroświecie, a mianowicie Księstwo Sarmacji obchodzi swoje 23 urodziny. Ciekawe, jak będzie wyglądało to wszystko za kolejne 23 lata - czy mikroświat, jaki dziś znamy, przetrwa choćby w szczątkowej formie?
  9. Nie jestem pewien, czy zjednoczenie Nordaty nie byłoby zaprzeczeniem samej idei tego kontynentu. Gdzie wtedy znalazłoby się miejsce na secesje, inkorporacje i powstawanie rozmaitych, dziwacznych tworów? Swoją drogą w Leocji jeszcze przez niecały tydzień można wziąć udział w badaniu demografii i postaw mikronautów - https://forum.leocja.org/viewtopic.php?p=53885#p53885.
  10. I ja również popieram takowe rozwiązanie.
  11. Szczęść Boże, Przyjacielu! Miło Cię widzieć! W razie jakichkolwiek pytań, oczywiście służę pomocą. 😄
  12. Legancko to wygląda, Panie Prezydencie - kawał dobrej roboty! 👏 Przy okazji chciałbym zaproponować, czy dałoby się zmienić domyślny motyw forum na jasny? Z tego, co zaobserwowałem za granicą, ludzie dość mocno się zniechęcają do naszego forum przez to, że ich pierwszy kontakt przypada na "czarną" wersję. Dopiero później dowiadują się, że można ją zmienić na jasną i to znaczenie zmienia ich odbiór. Wiadomo jednak, że pierwsze wrażenie jest kluczowe – ktoś zupełnie nowy może się zniechęcić i nie zarejestrować, a szkoda by było. Myślę, że warto to przemyśleć, jeśli technicznie jest to do zrobienia.
  13. Szkoda, ale w mikroświecie trzeba robić to, na co ma się wenę i ochotę. Życzę powodzenia w karierze duchownego w Rotrii - kto wie, może kiedyś doczekamy się Patriarchy z Muratyki. 😄
  14. Swego czasu, jeszcze na forum Bastionu, Nandyjczycy bawili się w pewną narracyjną zabawę. Myślę, że warto do niej wrócić, bo ta historia zdecydowanie zasługuje na ciąg dalszy. 😄 Przypominając kontekst i zasady: śledzimy losy Arnolda Żółćmana - marudnego i nieco groteskowego mieszkańca Nowej Ordy w Imperium Nandyjskim. Arnold pracuje w sklepie mięsnym w Hedongu, gdzie czuje się wyzyskiwany i niedoceniany. W głębi serca marzy jednak o wielkim sukcesie. Każdy uczestnik może dopisać fragment jego historii, wprowadzać nowe postacie, absurdalne wydarzenia czy nieoczekiwane zwroty akcji. Poniżej przypomnę, to co napisaliśmy do tej pory: Arnold Żółćman, podrzędny sprzedawca w sklepie mięsnym w Hedongu, stał za ladą, nerwowo stukając palcami o wysłużony blat. "Dzień w dzień to samo: kiełbasa, boczek, marudzenie klientów." - pomyślał, gdy kolejna emerytka zaczęła wykłócać się o świeżość mięsa mielonego. Marzył o zmianie, o czymś, co wyrwałoby go z tej monotonii i dało poczucie, że nie utknął w martwym punkcie. Tymczasem jego największym osiągnięciem było udawanie, że waga działa prawidłowo, mimo że zawsze dodawała pół kilo. * Nagle rozległ się dźwięk dzwonka przy drzwiach, ale zamiast kolejnego klienta do sklepu wkroczyło dwóch mężczyzn w ciemnych mundurach Gwardii Nowej Ordy. Jeden z nich, wysoki i barczysty, wyjął z kieszeni złożony na czworo arkusz papieru i odczytał sucho: — Arnold Żółćman, z rozkazu dowództwa zostajesz wezwany na obowiązkowe ćwiczenia wojskowe. Zgłoś się jutro o świcie w centrum rekrutacyjnym Hedongu. Arnold zamarł, ściskając w dłoni nóż rzeźniczy. Przez chwilę myślał, że to pomyłka, ale pieczęć Nowej Ordy na dokumencie nie pozostawiała złudzeń. Zerknął na klientów, którzy szeptali między sobą, a potem na swojego szefa, który tylko wzruszył ramionami. — Cóż, przynajmniej coś się zmieni — mruknął do siebie, chowając wezwanie do kieszeni. * Ćwiczenia wojskowe to było coś dokładnie dla Arnolda. Wszystko szło dobrze,a Żółćman się przykładał jak tylko mógł. Miał tylko jeden, malutki incydent, gdy nieobyty z rozdaną nowym rekrutom bronią pamiętającą chyba starą Brodrię,o mało nie odstrzelił głowy koledze wchodzącemu do kwatery którą zajmował! Mogło być gorzej. W końcu przyszedł czas na misję w terenie. Mieli schwytać w odległym górskim regionie, zalesionym i oddalonym od ludzkich siedzib mityczne yeti, które według danych wywiadu, żyły w jaskiniach i polowały na jaki czy inne zwierzęta, dzikie czy hodowlane (choć chodziły słuchy, że mięsem ludzkim też nie pogardzą!). Podoficer kierujący akcją stwierdził, że Żółćman może się przydać jako człowiek potrafiący rozebrać rzeźniczym nożem zwierzynę. Na odprawie, zebrani członkowie drużyny usłyszeli od podoficera dowodzącego akcją, że mają schwytać zwierzę żywe. Miał ich przetransportować wojskowy śmigłowiec Cesarstwa Nan Di i zostawić w okolicy, w której od dawna dochodziło do niewyjaśnionych zaginięć. Byli zdani na siebie... * Arnold siedział w ciasnym wnętrzu śmigłowca, nerwowo obracając w dłoniach swój masarski nóż. Silnik głośno wibrował, a w dodatku w uszach wciąż rozbrzmiewał mu głos podoficera: "Strzelajcie tylko w ostateczności!" Żółćman nie był pewien, czego się spodziewać, ale czuł, że nie czeka go nic dobrego. Gdy maszyna wylądowała na niewielkiej polanie otoczonej gęstym lasem, drużyna szybko wyskoczyła z helikoptera, gotowa do działania. Arnold z niepokojem patrzył na odlatującą maszynę. — No to zostaliśmy sami — powiedział jeden z żołnierzy. Powietrze było wilgotne, a ciszę przerywał jedynie szelest liści poruszanych przez lekki wiatr. Arnold rozejrzał się, czując zimny dreszcz na plecach. Nerwowo przełknął ślinę. Ruszyli w stronę jaskiń wskazanych przez wywiad. Połamane gałęzie i głębokie odciski w błocie sugerowały, że coś dużego poruszało się tu całkiem niedawno. — Mam złe przeczucia — szepnął do Arnolda jeden z żołnierzy, Bob. — Dobrze, że jesteś rzeźnikiem, najwyżej oprawisz tę bestię jak kurczaka. A kto wie, może nawet będzie smaczna — dodał, próbując żartować. — Każde mięso da się oprawić, ale nie każde powinno się jeść — odparł cicho Żółćman, przypominając sobie dawne opowieści starych rzeźników o zwierzętach, których mięso sprowadzało zgubę na tych, którzy je skosztowali. Z głębi lasu dobiegł ich odległy, nieludzki ryk. Drużyna natychmiast zamarła. Arnold odruchowo chwycił za karabin. Szybko zaczął tęsknić za sprzedażą kiełbasy w Hedongu. * Arnold zastanawiał się, który geniusz wpadł na pomysł złapania zwierza żywcem. Zdał sobie sprawę, że to może być jego ostatnia misja. Nie jest sztuką zginąć za Cesarstwo,ale lepiej żeby druga strona gryzła ziemię. Postanowił doradzić dowodzącemu akcją wycofanie do najbliższej wioski i zastawienie pułapki. Może uda się zarekwirować za wojskowym pokwitowaniem jakiegoś jaka i wykorzystać jako przynętę. O dziwo, podoficer Li się z nim zgodził! Uznał, że to oczywista pułapka małpoludów. Wydał swoim żołnierzom rozkaz oszczędzania amunicji. Zaczęli marsz ubezpieczony w kierunku najbliższej wsi. Mieli wrażenie, że stale ich ktoś obserwuje z okolicznego lasu. Kto tu był myśliwym,a kto zwierzyną? Czy jakaś żywa skamielina typu gigantopitek była warta ich życia? Może wystarczyło tylko zabrać próbki sierści dla naukowców i niech się bawią w laboratorium w genetykę regresywną czy klonowanie? Szeregowy Żółćman był przerażony... * Nagle wśród drzew coś się poruszyło. Było słychać ciężkie kroki oraz dźwięk łamanych z łatwością gałęzi. Arnold poczuł, jak włosy na głowie stają mu dęba. Bob, który szedł tuż obok, uniósł dłoń, zatrzymując oddział. — Kontakt! — krzyknął podoficer Li, celując karabinem w stronę lasu. Z cienia wyłoniła się masywna sylwetka. Nie był to jednak zwykły yeti, jakiego opisywały legendy. Stwór miał ludzkie oczy, zbyt inteligentne, zbyt świadome. Arnold z przerażeniem zauważył, że w jednej z jego wielkich łap coś się błyszczało: stalowy nóż wojskowy. — To… to niemożliwe… — wyszeptał. Bestia zatrzymała się, zmierzyła wzrokiem żołnierzy. A potem przemówiła niskim, gardłowym głosem: — Odejdźcie... albo zostaniecie na zawsze. * Żołnierzy wprawdzie na moment zamurowało z wrażenia, ale Li pierwszy odzyskał zimną krew i strzelił do stwora nabojem zawierającym środek nasenny. Małpolud upadł nieprzytomny i został na wszelki wypadek umieszczony w klatce. Sytuacja wyglądała nieciekawie, bo trzeba było albo kontynuować marsz do wioski, by zorganizować punkt obrony i stamtąd wezwać śmigłowiec albo zrobić to już tu i teraz. Arnold dostał rozkaz pilnowania zwierza i miał w razie czego dopilnować, żeby trafił w jednym kawałku w ręce naukowców. Ciekawe, kto wyjdzie z tego bez szwanku? My czy stworzenie? Skąd on miał nóż wojskowy i jakim cudem jest w stanie mówić? - pomyślał Żółćman. Do wiochy kawał drogi,a włochaczy może być tu zaraz więcej. * Arnold nerwowo ścisnął karabin. Małpolud wciąż pozostawał nieprzytomny, ale jego obecność budziła więcej pytań niż odpowiedzi. Podoficer Li, z ponurą miną, konsultował się przez radio z dowództwem. Nagle w lesie rozległ się dudniący ryk. Arnold spojrzał na Boba, który pobladł i wyglądał, jakby miał zaraz zemdleć. - Li, co robimy? - zapytał Żółćman, nerwowo rozglądając się dookoła. - Robi się ciemno, nie możemy tu zostać. Zaraz przyjdą kolejne. Podoficer wziął głęboki oddech i ścisnął radio w dłoni. - Nie wiem, Arnold - przyznał cicho, wyraźnie spięty. - Dowództwo coś przed nami ukrywa. Każą nam zabrać to… “coś” do wioski i tam czekać na wsparcie. Do rozmowy wtrącił się Kim, naukowiec z Akademii Wojskowej, którego zadaniem podczas misji było zbadanie anatomii schwytanego yeti. - Mi to wygląda na jakiś nieudany wojskowy eksperyment - powiedział, mierząc wzrokiem nieprzytomną bestię. - Coś, co wymknęło się spod kontroli.
  15. Markus Wettin wszedł do Sali Smoczego Oddechu i od razu przykuła jego uwagę muzyka. Na scenie występował jahołdzki zespół, grając piękną ludową pieśń. Melodia była tak poruszająca, że Markus momentalnie zamarł w miejscu. Przymknął oczy na chwilę, pozwalając sobie odpłynąć. Był oczarowany, ale też poruszony - jakby coś, co dawno utracił, na moment do niego wróciło.
  16. Zastanawiam się tylko, czy użycie przedrostka "nad" nie oznacza, że jest ono nadrzędne względem innych królestw, a przecież innych nie mamy. Może się czepiam, ale coś mi się tu gryzie. Jak najbardziej, mogę coś podziałać w tym kierunku.
  17. W takim razie pozostaje nam już tylko poczekać na ostateczne decyzje Jego Imperatorskiej Mości i możemy ruszać z tematem.
  18. Ciekawe, jak dalej potoczą się losy Rotrii. Dobrze, że są z powrotem, ponieważ stanowią charakterystyczny i dla mnie nieodłączny element mikroświata. Życzę im szczerze powodzenia.
  19. Jakby udało się coś takiego wprowadzić i technicznie to ogarnąć, to byłoby naprawdę super. Można by też dorzucić coś na wzór Tiary Przydziału z Harry’ego Pottera - na końcu quizu dowiadywalibyśmy się, gdzie najbardziej pasujemy w Federacji. 😆
  20. Myślę, że warto byłoby w jakiś sposób zrealizować tę inicjatywę niezależnie od tego, jak potoczą się losy związane z wotum zaufania. Niemniej jednak, dobrze by było, aby więcej osób wyraziło swoje zdanie na ten temat, ponieważ ten projekt nabrałby największego sensu, gdyby uczestniczyło w nim więcej niż jedna czy dwie osoby.
  21. Z największą przyjemnością dołączę do Kurułtaju, Ojcze. To dla mnie ogromny zaszczyt.
  22. Faktycznie, coś w tym jest. Federacja stanowi mieszankę wielu różnorodnych narracji, co sprawia, że panuje tutaj duża swoboda - nie ograniczają nas żadne sztywne ramy kulturowe. Znajdziemy tu niemal wszystko: od "azjatyckiego" klimatu Nan Di (choć ostatnio kierunek ten nieco się zmienił), przez państwo kościelne i inne ciekawe twory fabularne, aż po charakterystyczną Muratykę czy Monarchię Kiryjską. Mamy również interesujące dystrykty, każdy z własnym unikalnym kolorytem. Jednak rzeczywiście, czasami można odnieść wrażenie, że całości brakuje wspólnego mianownika, który spajałby wszystkie te elementy w jednolitą, choć zróżnicowaną całość. Mam nadzieję, że żaden Efeńczyk nie odbierze tego jako narzekania ze strony Nandyjczyków - nie o to tu chodzi. Nikt z nas nie ma takiego zamiaru. Wręcz przeciwnie, zależy nam na tym, aby Federacja mogła się rozwijać i wykorzystać swój pełen potencjał. Uważam, że w ramach ogólnonarodowej debaty warto jasno wskazać obszary, które wymagają uporządkowania w bliższej lub dalszej przyszłości. To powinno być również jednym z wyznaczników działania przyszłego rządu. Wśród priorytetów warto wymienić: stworzenie jakichkolwiek działających na wyobraźnie map poszczególnych regionów FN, aktualizację strony internetowej oraz forum, znalezienie osoby odpowiedzialnej za organizację uroczystości na Discordzie np. z okazji różnych rocznic i świąt, czy uporządkowanie sytuacji w Najwyższym Sądzie Federalnym. Potencjał tego państwa jest naprawdę ogromny. Jeśli podejdziemy do tego z chęcią współpracy i wspólnego działania, mamy szansę stworzyć naprawdę wyjątkowy i dobrze prosperujący kraj.