Wrażenia tego miejsca wprawiały Lieselotte w niepokój. Niewiele rozumiejąc i niewiele myśląc brnęła przed siebie, licząc na to, że wszystko samo się wkrótce wyjaśni i nie będzie to koniec jej v-żywota.
?Wcale się nie dziwię, że się gubią?? ? pomyślała, trwożnie omiatając spojrzeniem ruiny. Gdyby zjawiła się tu sama, pewnie oszalałaby z rozpaczy...
Na słowa @Joachim Cargalho , Lieselotte tylko westchnęła i zacisnęła dłonie. Odnosiła wrażenie, że musi zaopiekować się nie tylko sobą, ale przede wszystkim nim. Co odbierała jako obowiązek wynikający z troski.
- Nie oddalaj się. ? poprosiła półszeptem, choć zapewne niejeden mężczyzna odebrałby to jako swego rodzaju nakaz, z którym męska duma absolutnie nie powinna się zgadzać. ? Wspaniale. Nie przypominam sobie, bym kiedyś spotkała Marcusa. ? odpowiedziała Nadii, a potem znów półszeptem do @Joachim Cargalho, starając się w ten sposób pokrzepić siebie i jego ? Ten Marcus to chyba nie jest przyjemniaczek? - a potem, mocno zaskoczona słowami kobiety, powiedziała znów na głos. ? Tak, za często. Na szczęście tutaj jesteś ty, Nadio. Nadia oznacza Nadzieja. Dlatego właśnie mam nadzieję, że o nas tutaj zadbasz, prawda? ? powiedziała pokrętnie, starając się zdobyć przychylność tej kobiety, która najwidoczniej jakiś czas wcześniej musiała ją śledzić...