Szanowni,
uznałem ze nie ma sensu dalej ukrywać ze jednym z celów istnienia Tanequetil był program rekolonizacji wyspy Fardon i odbudowy jednego z najstarszych polskich państw wirtualnych jakim jest Krolestwo Elderlandu. Jako, ze odtworzenie blisko 20-letniej panstwowosci Tanequetil nie spotkalo się jak dotychczas ze sprzeciwem ani Dreamlandu ani samych zainteresowanych Elderlandczyków uważam, że można poruszyć w naszej debacie publicznej kwestie odbudowy panstwowosci elderlandzkiej. Jak dotąd nie udało mi się pozyskać materiałów archiwalnych starego królestwa ani wzbudzić zainteresowania dawnych władców tej krainy, wobec czego nalezaloby bazować na dość skąpym materiale zrodlowym z micropedii, forum dreamlandzkiego i facebooka, niemniej wydaje mi się to az nadto by odtworzyć starozytna tradycje i nadac jej nowy wymiar.
W Winkulii poruszana była już kwestia powolania do zycia nowej ustawy zasadniczej, która wprowadzalaby gruntowna zmiane ustroju państwa - korzystając wiec z tej okazji warto zadac pytanie czy chcemy aby nowa konstytucja obejmowala również obszar dawnego Krolestwa Elderlandu jako trzeciego członu Wspólnotowego Królestwa Winkulii (tak roboczo nasze państwo nazwijmy) obok Volkianu i Korony sw. Szymona, czy wolelibyśmy aby Elderland pozostał związany z Winkulią w ramach państwa stowarzyszonego, ale na nieco innych zasadach, tudzież wogóle? W obu wypadkach widzę zarówno plusy jak i minusy tego rozwiązania - po pierwsze Winkulia choć nie zyskałaby jakiegoś zawrotnego zastrzyku nowych mieszkańców, to jednak zyskałaby szanse dla swojej aktywności - nowe terytorium to większe możliwości rozwoju narracji, impuls dla kultury i polityki zagranicznej - możliwości budowy wizerunku państwa transkontynentalnego na pograniczu Nordaty i ''starego'' mikroświata, umożliwilibyśmy przetrwanie i rozwój tradycji która lada chwila będzie liczyć ćwierć wieku, już nie wspominając o możliwości poszerzenia zakresu naszej współpracy z innymi państwami np. Nowalem czy Dreamlandem. Z drugiej jednak strony zdaję sobie sprawę, ze będzie to w znacznej mierze mój własny projekt jednoosobowy o ile dojdzie on do skutku wiec nie chciałbym (jeśli miałoby się to odbyć wbrew woli większości mieszkańców) aby Związek Winkulijski miał brać odpowiedzialność za ewentualne niepowodzenie projektu.
Zdaje się, ze choć samemu jestem jednym z największych zwolenników winkulijskiego ekspansjonizmu w świecie pozanordackim, to zdaje sobie tez sprawę z tego, ze takim działaniem potencjalnie odebralibyśmy szanse innym projektom rozwinąć się w tym obszarze (mam tu na myśli nowe mikronacje), a i też nie wiem jak mogłaby na to zareagować społeczność międzynarodowa - z drugiej jednak strony skoro przez aż 7 lat nikt na poważnie nie myślał prócz mnie o zagospodarowaniu tych ziem, to może jest to znak, ze los tych ziem powinien być ściślej związany z żywiołem winkulijskim?
zapraszam do dyskusji.