Szanowni Państwo,
Pewien czas temu wspólnie z tow. Robertem Dreninem, komisarzem nauki i oświaty w Republice Socjalistycznej Czesnoradu rozpoczęliśmy prace nad podstawą programową dla szkół podstawowych. Na tę chwilę udało się nam sporządzić podstawę z historii (której jestem głównym autorem) oraz z chemii (której autorem jest tow. Drenin). Jeżeli chodzi o program nauczania historii, starałem się, by uwzględnił on najważniejsze zagadnienia, ale mój wybór siłą rzeczy musiał być subiektywny - nie istnieją podręczniki do historii powszechnej mikroświata, nie ma cyklów wykładów, nie ma również aktywnego środowiska historyków mikroświata. Gorąco zachęcam wszystkich, by zabrali głos w sprawie mojej propozycji - tylko w ten sposób, w oparciu o krytyczne komentarze i sugestie, może on zostać udoskonalony. Retrospektywnie mogę jednak określić proces konstrukcji podstawy z historii jako względnie prosty - siłą rzeczy musiała ona przyjąć układ chronologiczno-problemowy. Ciężej byłoby stworzyć podstawę bardziej szczegółową - przeznaczoną dla szkół średnich lub dla studentów. Być może i na to przyjdzie czas. Gdy nadszedł dzień, by wziąć się za mikrozofię, podszedłem do tego zadania bardzo entuzjastycznie. Jednak już wkrótce zdałem sobie sprawę z faktu, że nie wiem jak się do tego zabrać. Czy ograniczyć program filozofii do tego, co napisałem ja, moi koledzy z "Acta Microsophica" i te nieliczne osoby, które podjęły naszą zachętę do budowy nauki o mikroświecie? Wówczas mikrozofia objęłaby tylko lata 2019-2022, byłaby więc całkowicie niereprezentatywna dla całokształtu refleksji mikronautów na temat mikroświata.
Do czego należy sięgnąć ponad to, co zostało napisane pod szyldem mikrozofii? Na pewno McMelkor i "Nowe Średniowiecze". Na pewno neksjalizm Zayma. Do tego realne prace naukowe na temat mikroświata. Można zrobić research w "Kurierze", bo pojawiały się tam dość wyrafinowane intelektualnie artykuły. I co dalej? Czy zostało nam poszukiwanie wartościowych, analitycznych treści świadczących o refleksji nad naszym uniwersum z ostatniego ćwierćwiecza w terabajtach postów o znikomej wartości ponadczasowej? To byłaby praca niezwykle czasochłonna i chyba nie stać nas na to, by ją na szerszą skalę wykonać. Być może istnieje pamięć o innych wartych poruszenia postaciach, ideach, czasopismach, prądach myślowych. W tym cała nadzieja naszego spotkania. Zebranie pełniejszego, bardziej reprezentatywnego dla całości refleksji mikronautów nad mikroświatem jest podstawą do budowy programu nauczania. Na tym jednak problemy się nie kończą. Nie możemy postawić uczniów (obojętnie, czy to narracyjne postaci uczniów szkoły czesnoradzkiej, czy też rzeczywiści młodzi mikronauci, którzy zechcą być może się z nim zapoznać) przed serią nijak niepowiązanych ze sobą lekcji-ciekawostek. Naszym celem jest sformułowanie sensownego układu kolejnych tematów. Czy po prostu poszeregujemy twórców według daty apogeum ich twórczości? A może spróbujemy znaleźć między nimi powiązania - często nieznane im samym, wszak prawie każdy mikronauta jest pionierem w swojej dziedzinie, nawet jeśli identyczną działalność prowadził wcześniej ktoś inny. Wyważanie otwartych drzwi to w mikroświecie norma, brakuje uporządkowanej archiwizacji i ciągłości. A może wcale nie powinniśmy skupiać się na postaciach, nurtach i czasopismach, a powinniśmy skupić się na zagadnieniach?
O ile kwerenda wymaga burzy mózgów, szperania po bibliotekach i działach uniwersyteckich, rozmów z najstarszymi mikronautami oraz selekcji materiału, opracowanie pozyskanych treści wymagać będzie odpowiedzi na pytanie o cel dydaktyki mikrozofii. Czy chcemy przekonać młodego adepta o istnieniu jakiejś linii rozwojowej nauki o mikroświecie? Czy chcemy nauczyć go, co sobie dumał który mikrozof? Ja skłaniałbym się do tego, by za cel uznać włączenie ucznia w tradycję mikroświata oraz zachęcić go do wspólnych dyskusji. W tym momencie dydaktyka mikrozofii jest jeszcze niezapisaną kartą. Pierwsze litery postaramy się postawić na rozpoczynającym się sympozjum. Serdecznie zapraszam wszystkich do udziału w dyskusjach!