Skocz do zawartości
  • advertisement_alt
  • advertisement_alt
  • advertisement_alt

August de la Sparasan

Obywatel Federacji
  • Postów

    1 337
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    71

Treść opublikowana przez August de la Sparasan

  1. Również gratuluję nowowybranym Kongresmenom. Co do artykułu, jak zwykle redaktor de Harlin napisał dużo, dobrze i ciekawie, wprawdzie tyle, co już od jakiegoś czasu wiadomo i lata w przestrzeni publicznej, ale też co tu więcej ująć. Pobrzękuje tu, mam wrażenie oczekiwanie na "mesjasza Nordaty", wielkiego wodza, który nas poprowadzi - no cóż, tu na temat tego czekania pozwolę sobie mieć własne zdanie. W każdym razie oby więcej takich głosów, zaprezentowanych w tak zacny sposób!
  2. W mojej opinii sprawa jest prosta. Raczej będzie to 2:1, gdzie 2 miejsca zdobędzie KK, a 1 LISy. Czy to jednak coś zmieni? Wątpię, obawiam się, że dostaniemy kolejny Kongres VIII Kandecji bis. Z drugiej strony, gdyby LIS wygrało, mielibyśmy zapewne chaos i zderzenie oczekiwań reformistów z rzeczywistością. O, nie zdążyłem jeszcze skończyć, a już mamy wyniki. Nawet się nie pomyliłem przy szacowaniu rozkładu, natomiast co do przyszłości IX kadencji wolałbym się mylić.
  3. 1. Nie kwestionować tego, co jest, a jak kwestionować, to właściwie. 2. Być informatykiem. 3. Być prawnikiem. 4. Nie mieć życia poza mikro. Jakby co to powyżej to oczywiście żart, nie spinajta się.
  4. Dziękuję, głos muratyckiej propagandy przeciw betówce zanotowany.
  5. Pasjonujące. Brzmi jak wizje spirytustyczne. Jaki rodzaj betonówki był stosowany?
  6. Dobrze gada, polać mu betonówki. (Nie żebym uważał discordziki za zbędne).
  7. Dokładnie tak. I to mnie bardzo smuci. Może zaczynam iść ku anarchizmowi?
  8. Przecież mamy administratora, który to może, ale tego nie zrobi, bo ludzie by sobie poszli i bawiłby się w swoim towarzystwie.
  9. Eee... jakby dosłownie jako pierwszy wspomniałeś o jakiś "oskarżeniach wobec mojej mikronacyjnej postaci", więc...? Nie, dziękuję, już widzę, że ta dyskusja zmienia się w cyrk. A może była nim od początku. Ja mówię A, Wy B i tak to się kręci, pościki się nabijają. No more.
  10. Eeee co? Czyli teraz to ja zdefraudowałem fundusze? Dobra, nie, nieźle, nieźle poczynacie sobie. Ahhh, nawet nie wiesz, jak kusi...
  11. No okej, jeśli dla kogoś kwintesencją zabawy jest obwinianie innych o marnowanie funduszy. Ale fakt. Racja, trafiłeś w punkt, ja się bawić w mikro nie umiem już od dłuższego czasu. Działanie dla zabawy dawno zastąpiło działanie z wymyślonego poczucia obowiązku wobec wirtualnego państwa/idei. I chyba nie tylko ja. To chyba wypalenie mikroświatem.
  12. Właśnie się zorientowałem. Ech, myślami ciągle żyję w 2023 w Insulii... O, i tu mamy problem Nordaty. Że zamiast coś robić dla zabawy, robimy to na złość bliźniemu. Bo wszyscy się znamy, znamy swoje brudy i nieustannie je pierzemy i tracimy na to czas. I potem ludzie odchodzą albo nie przychodzą. I tak w kółko obwiniamy jednych o to, a drudzy nas o tamto. I tak to się toczy. Kurde, ale swobodny strumień świadomości poleciał w próżnię. Po co ja się tak wysilam to ja naprawdę nie wiem. Chyba się novakizuję. Albo mądrzeję. Albo głupieję.
  13. Okej, dobra, robienie ad personam sprzed trzech lat, czyli klasyczny argument "może robimy źle, ale oni też robili, więc nasze działania są w pewni usprawiedliwione i okej". Po co ja się wysilam.
  14. Dobra, okej, postaram się zaprezentować problem, zamiast o nim zbędnie pisać.
  15. Okej, tylko na tej zasadzie mamy prostą receptę na gospodarkę. Każdy obywatel idzie i pisze: tu mamy fabrykę, tu mamy tamę, tu mamy most, jeden, drugi, trzeci. No, ale abstrahując. Pytanie nie jest, czy można takie coś opisać, tylko czy można opisać i od tak obwinić o to innych? Czy to przystoi?
  16. No ale czy stoi, bo KK ją postawiło, czy stoi, bo Wy ją wymyśleliście i napisaliście post o tym, jaki post może każdy napisać wszędzie.
  17. No tak, ale robić to na zasadzie, że robimy post z postawioną znikąd tamą, o której postawienie obwiniamy innych, to trochę słabo. To tak jakbym ja napisał w dziale Muratyki, że w jakimś Kalkilowie Dolnym stoi szopa i władzę Muratyki, złe, oj złe, wydały na jej budowę zmyślylion nordów z publicznych pieniędzy, i teraz to szopa stoi nieużywana, co za marnotrawstwo. To po proste dziecinne. Chyba, że KK faktycznie pierwsze wspominało o tej tamie i dokonało jej budowy, wtedy to ma sens. Stąd moje pytanie, które pozwolę sobie ponowić.
  18. Jakieś dokumenty na poparcie tej wcale-nie-kampanijnej historii są?
  19. To co, te od Amatorii przyjmiecie? (Bo jakby trochę zdominowanej narrację w tamtym wątku i miło byłoby, gdyby ktoś jeszcze coś tam napisał)
  20. Osiem minut po godzinie trzeciej. Jakże pokrętnych kombinacji potrzeba było, aby wjechać pokaźnych rozmiarów ciężarówką na robotniczogradzki plac! Co więcej, nie były to jedynie wysiłki kierowcy, wraz z nim męczyli się Révölüčjæñ i August oraz zapewne wszyscy mieszkańcy okolicznych zabudowań niecierpiący na zaawansowaną głuchotę bądź nieobdarzeni wyjątkowo twardym snem. A potem przyszło jeszcze pakowanie na pakę, szczęśliwie okrytą plandeką, całego zebranego sprzętu i prowizoryczne mocowanie go, aby zmniejszyć szansę uszkodzeń. Zajęło to długo, ale w końcu udało się. Sukces. Na placu stała załadowana dobrem ciężarówka. Révölüčjæñ popatrzył się na równie zmęczonych Augusta i Hélmütæ, kierowcę ciężarówki i członka Związku Emerytowanych Pałowników, po czym oznajmił: - Sikuiniciziylisimy. Tui ciui, Hżelmuitaj, juitrui ziajfiżeziiżesizi tui dui Ajcihkuifaj? (Skończyliśmy. To co, Hélmüt, jutro zawieziesz to do Achkova?) - Niiże. (Nie.) - odpowiedział niewzruszony Hélmüt. - Jajk tui? (Jak to?) - zapytał ze zdziwieniem August. - Trziżebaj wyruisiziyci siziybciiżej. (Trzeba wyruszyć szybciej.) - powiedział spokojnie Hélmüt. - Dziisiiajj? Tui sipuirże ryziykui. (Dzisiaj? To spore ryzyko.) - stwierdził Révölüčjæñ. - Tui prajfdaj. Ajlże ciziajsi uiplyfaj, aj tajm niiże ruibi siiże ciiżeplżej. Fyruisizimy tżerajzi. (To prawda. Ale czas upływa, a tam nie robi się cieplej. Wyruszmy teraz.) - odparł Hélmüt. Odwrócił się ku ciężarówce i stwierdził: - Siaj tylkui dfaj miżejsiciaj. (Są tylko dwa miejsca.) - Jaj siiże ziajbiuirże. (Ja się zabiorę.) Wszyscy byli zmęczeni, więc Révölüčjæñ przystał na to. August i Hélmüt wkrótce wyruszyli na północ. Jasnym było, że w tych warunkach podróż do Achkova zajmie wiele godzin, nawet nie wliczając postojów...
  21. W to popołudnie groźba zasypania zdawała się oddalać od Robotniczogradu. Nie, żeby nagle zrobiło się zupełnie sucho i ciepło. Było jednak na tyle nieźle, że mieszkańcy mogli bez obaw o zdrowie wyjść na zewnątrz. I niejeden z nich tak uczynił. Ci, którzy na miejsce swej przechadzki wybrali miejski plac ujrzeć mogli niecodzienny widok. Pewną część mniej więcej na jego środku zajęta została przez człowieka w kurtce, z zakrywającym pół twarzy kapturem, który rozsiadł się na ustawionym tam krześle i okrył się pledem. Obok niego farelka, termowentylator, na nich koce, obok nich z kolei dużo słoików i trochę mniej termosów, drugie krzesło, a nawet... lodówka, przy której stał kolejny człowiek, patrzący się ze zdziwieniem to na nią, to na usadowionego parę metrów dalej faceta. Sprzęt niekiedy nieco wysłużony, część pewnie pamiętała jeszcze rządy Klasikowa. Całość możnaby wziąść za stoisko jakiegoś handlarza gratami, gdyby nie karton z napisem "Pömöč dlæ Æčhkövæ" (Pomoc dla Achkova). Człowiekiem siedzącym na krześle był oczywiście Révölüčjæñ Ælikö, z kolei jegomość patrzący się z wyraźną konsternacją na lodówkę to August de la Sparasan. - Ajlże... luiduifkaj? Niajprajfdże? Gajdajdynii f Ajcihkuifiże majrziniaj, aj ty cihżesizi im puislajci luiduifkże? (Ale... lodówka? Naprawdę? Biedni w Achkovie marzną, a ty chcesz im posłać lodówkę?) - zapytał w zdziwieniu August. - F duidajtkui pżelniaj bżetuiniuifki. (W dodatku pełną betonówki.) - dodał po otworzeniu jej. - Miajla byci bżetuiniuifkaj, tui i jżesit. Aj tui jżesit jżesiziciziże jżedniaj. (Miała być betonówka, to i jest. A tu jest jeszcze jedna.) - odpowiedział Ælikö, odchylając nieco pled, aby ukazać ukrytą pod nim i krzesłem niewielką lodówkę turystyczną. - Uikżej, niżecih bżedziiże i luiduifkaj. Dziiżekuijże bajrdziui. (Okej, niech będzie i lodówka. Dziękuję bardzo.) - to ostatnie zdanie wypowiedział do jakiejś kobieciny, która zatrzymała się przy zbiórce i niewzruszona widokiem ułożyła na lodówce jakąś dokładnie owinętą folią potrawę. Potem ponownie zwrócił się ku Révölüčjæñowi. - Fsiiui piżekniiże, ajlże jajk puitżem tajm tui duifiżeziiżemy? (Wszystko pięknie, ale jak potem tam to dowieziemy?) - Że, fsiiui f sifuiim ciziajsiiże. Plajni juizi jżesit prziyguituifajniy. (E, wszystko w swoim czasie. Plan już jest przygotowany.)
  22. Było zimno. Zdawało się, że śnieg z północy po zdobyciu Achkova posuwać się zaczął do Krainy Ludu, próbując wyważyć bramę do niej, jaką jest Robotniczograd. Kto wie, czy za parę dni Wieczna Stolica Amatorii nie będzie sobą prezentować podobnego widoku. Z drugiej jednak strony ciężko sobie wyobrazić, by tak apokaliptyczne zdarzenia nastąpiły i tutaj. Albo gdziekolwiek. A jednak znajdujące się za horyzontem miasto stołeczne Federacji Nordackiej ich doświadczyło. Robotniczograd jeszcze był bezpieczny. Miejmy nadzieję. Jednak to centrum regionalnego przemysłu było tym samym wręcz zobowiązane przyzwoitością do pomocy mieszkańcom Achkova. Tak też sądził August de la Sparasan. I nie był w tym sam. W tej późnej godzinie czekał pod spowitym w lekką śnieżną biel gmachem Muzeum SRW na przedstawiciela Związku Emerytowanych Pałowników, stowarzyszenia byłych członków armii, bojówek i milicji amatorskiej. Stowarzyszenia bardzo wpływowego na tych ziemiach, dodajmy. Spojrzał na zegarek. Druga czterdzieści jeden w nocy. Ech, te strefy czasowe. W Wielkim Mieście musi być jakoś o godzinę wcześniej. Tak czy owak późno, mroźno, ulice puste. Idealny klimat dla potajemnych knowań. Z tym, że tu mowa o robieniu czegoś w słusznej sprawie. Wreszcie przyszedł. Tak samo ciepło opatulony kurtką, kamizelką, z kapturem naciągniętym tak, że ledwo widać było jego twarz. Révölüčjæñ Ælikö (Rżefuiluicijajni Ajlikui) z ZEP. Wyraźnie wolał nie pozwolić zakrytym ustom na zmarznięcie, a i przez telefon August przekazał mu większość niezbędnych informacji, toteż przeszedł od razu do rzeczy, pytając: - Ciui duiklajdniiże puitrziżebaj? (amat. Co dokładnie potrzeba?) August nieco odruchowo przyjął podobny ton: - Pruifiajnit, kuiciże, jajkiżesi najgrziżefniiciże. Pżefniiże tżezi bżetuiniuifkaj. (Prowiant, koce, jakieś nagrzewnice. Pewnie też betonówka.) - Jajkuisi siiże zibiżerziże uid ininiycih zifiajzikuif i uid niajsi. Niaj kiżedy? (Jakoś się zbierze od innych związków i od nas. Na kiedy?) - Tui trziżebaj jajk niajsiziybciżej. Siprafaj muisii byci niajgluisiniiuiniaj. Uid juitraj ruibimy zibiuirkże. (Tu trzeba jak najszybciej. Sprawa musi być nagłośniona. Od jutra robimy zbiórkę.) - Fyciiajgniiże siiże f kuiniciui tui fsiiui zi bihajrajuif. Zidrajfuj. (Wyciągnie się w końcu to wszystko z magazynów. Zdrowia!) Tu Ælikö odwrócił się i powoli odszedł. - Uiby tylkui i druig niiże ziajsipajlui, bui ftżedy tui juizi bżedziiże tuitajlniy biżeliniini. Zidrajfui! (Oby tylko i dróg nie zasypało, bo wtedy to już będzie totalna masakra. Zdrowia!) - stwierdził na odchodne August. Skierował się do swojego zaparkowanego niedaleko AKC Espada Sport Light. Jeżdżenie czymś takim po ulicach w tą pogodę i o takiej porze było proszeniem się o kłopoty, ale innego samochodu nie miał, a nie zamierzał iść pieszo. Chwilę później jechał już ku letniej rezydencji saganowskiej. Stała pusta od tak dawna, że nie zapomniał już w zasadzie o jej istnieniu, a przecież może w niej być coś przydatnego do zbiórki.
  23. Da się zrobić, ale zobaczymy jak to będzie z dostarczeniem na miejsce, bo drogi pewnie też zasypało.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...