Komitaty zawsze były w naszym systemie jednostkami dość efemerycznymi, ulegającymi częstym zmianom, służącymi (lepiej lub gorzej, raczej gorzej) doraźnej Którykolwiek podział na komitaty nie wszedł w żadną tradycję. Też komitatami (jeśli czegoś nie przeoczyłem) w Winkulii nigdy nie rządzili komesowie, byli to albo jacyś naczelnicy, albo gubernatorzy (jak formalnie teraz), możliwe że coś jeszcze przeoczyłem w kwerendzie i było jakieś inne stanowiska - ale raczej na pewno nie komesowie. Więc nie można tu mówić o przywróceniu tej godnosci (w kontekście zarządu nad komitatem - jednostce rozumianym jak wyżej). No i komes to też po prostu hrabia, po łacinie. Godność hrabiego już u nas istniała, w zasadzie można powiedzieć, że dalej istnieje - bo nikt jej nie zniósł. Komitat to po prostu hrabstwo, ale istniały w naszym systemie równocześnie komitaty (rozumiane jako te wielkie, efemeryczne regiony) i hrabstwa (np. Nowa Hirschbergia i Winewa przed wyniesieniem do statusu księstwa). Można powiedzieć, że w naszym systemie doszło do tego, że wyrażenia te oznaczają (przynajmniej w większości kontekstów) jednak coś innego. Ale nie znaczy to, że tak samo mu stać się z hrabią i komesem.
W zasadzie nie jestem zwolennikiem tego, żeby podstawową jednostką naszego kraju. Nie widzę szczerze raison d'etre dla istnienia tej jednostki. Biorąc pod uwagę obowiązujący do niedawna podział - nie jest ona ani wystarczająco duża, żeby faktycznie stanowić jakiś funkcjonujący samorząd, ani nie jest na tyle mała, żeby dobrze oddać lokalne partykularyzmy, wykreować jakąś przestrzeń narracyjną (ani żeby po prostu miała ręce i nogi pod względem narracyjnym). Same komitaty - jak już pisałem - czymś co wielokrotnie ulegało zmianie, tworem efemerycznym, któremu nie udało się wykreować żadnej tradycji. To zresztą ma nawet odbicie w historii przedinternetowej - "Aby utrzymać państwo w jedności rząd winkulijski przeprowadził reformę administracyjną, w efekcie której rozbito dawne państwa [...], a na ich miejsce wprowadzono oderwane od tradycji komitaty".
Mówiłem już, że mam pomysł na reformę podziału terytorialnego. Zacząłem nawet pracować nad projektem, ale ostatnio inne sprawy zepchnęły to trochę na bok. Większa część jest już jakoś tam napisana, więc niżej załączę ten niedokończony projekt. Generalnie uelastycznia to funkcjonowanie jednostek podziału administracyjnego, odchodząc o niepotrzebnej uniformizacji. To jakie prawa, subdywizje, sposób powoływania zarządcy (to raczej teoretycznie), ustrój - czy choćby (a może przedewszystkim) takie rzeczy jak np. nazwa zarządcy - może się różnić. Bo niby czemu wszędzie ma być tak samo? W założeniu jednostki te byłyby raczej (dużo) mniejsze niż obecnie istniejące komitaty, gdzies góra wielkości Winewy - i to też niekoniecznie aż tak duże.
Przy tym chcę też zawrzeć kwestię (poruszaną już wcześniej - a nawet tu) tytułów honorowych, baronów - hrabiów - ksiażąt, etc. (to bym przyjął raczej jako standardowy katalog - bez jakiś wicehrabiów, baronetów, diuków, markizów, whatever - choć oczywiście z możliwością pewnych wyjątków, jeśli ma to jakiś sens). Powiązałbym to z dzierżeniem jakiegoś lenna - trochę na odwrót jak w większości państw - więc baron jest baronem, dlatego że trzyma baronię - a nie może trzymać lenno, dlatego że jest baronem. No i te lenna też byłby w zamierzeniu niewielkie - przynajmniej na mapie (bo jeśli się to przeliczy to mógłby wyjść naprawdę spory teren).