Uważam, że decyzja Komisji o zawężeniu katalogu opcji referendalnych jest wręcz konieczna, bo jednym z głównych problemów federacyjnego ustawodawstwa stało się właśnie to, że każdy próbuje zadowolić wszystkich naraz i w efekcie nikt nie jest zadowolony, bo otrzymujemy wzajemnie sprzeczne koncepcje. Referendum ma być narzędziem rozstrzygnięcia, a nie katalogiem życzeń i dobrze, że ktoś to rozumie.
1. Siły głosów
Jestem za ich utrzymaniem, ale z wyraźnym ograniczeniem ich rozpiętości. Taki system może sprzyjać stabilności jeśli tylko nie przekształci się w oligarchię. Każdy Kongresmen powinien mieć co najmniej jeden głos, a maksymalna liczba głosów powinna być ograniczona przykładowo do trzech. W ten sposób utrzymamy jakąś proporcjonalność i jednocześnie nie dopuścimy do sytuacji, w której decyzje kilku osób dominują cały organ.
2. Suma głosów
Suma głosów całego Kongresu powinna być stała i niewielka moim zdaniem 20 wydaje się rozsądnym kompromisem. Zbyt mała liczba zabije różnorodność, a zbyt duża sprowadzi system do czystej symboliki. Uważam, że stała suma sił głosów pozwala w jakiś sposób zachować pewną równowagę między liczbą mandatów a ich wagą.
3. Metoda podziału mandatów między listy
Szczerze mówiąc to nie uważam, żeby sposób przeliczania głosów był najważniejszym problemem Federacji. System boryka się obecnie z dużo poważniejszymi kwestiami tj. brakiem stabilności, niską populacją i ogólnym zniechęceniem obywateli do udziału w życiu publicznym. W takiej sytuacji nie ma sensu wymyślać wszystkiego od nowa tylko po to, żeby zmienić coś dla samej zmiany.
Skoro metoda Sainte-Laguë działa w naszej ordynacji już od dłuższego czasu, to moim zdaniem warto ją zachować.
4. Rozdział mandatów wewnątrz list
W kwestii tego jak przydzielać mandaty kandydatom z danej listy skłaniam się ku modelowi mieszanemu. Uważam, że o tym kto ostatecznie zdobędzie mandat, powinny decydować przede wszyskim liczba głosów oddanych na konkretnego kandydata i pozycja na liście, ponieważ kolejność ustalana przez komitet też powinna mieć pewne znaczenie. W praktyce oznaczałoby to system, w którym zarówno wyborcy, jak i sami twórcy listy mają wpływ na wynik.
5. Liczba członków Kongresu
Jeśli chodzi o liczebność samego Kongresu, to osobiście uważam, że optymalna liczba to pięć osób. Trzyosobowy skład byłby zbyt mały a w razie różnicy zdań 1:1:1 albo 2:1 istniałoby ryzyko paraliżu i niestabilności państwa. Większe grono, czyli przykładowo siedem, czy dziewięć osób mogłoby prowadzić do rozmycia odpowiedzialności i spowolnienia całego procesu podejmowania decyzji.
6. Kadencja Kongresu
W mojej ocenie trzymiesięczna kadencja Kongresu to rozwiązanie najbardziej racjonalne i wyważone. Z jednej strony pozwala na zachowanie regularnej rotacji władzy oraz daje obywatelom częstą możliwość weryfikacji swoich przedstawicieli. Z drugiej strony nie jest to kadencja na tyle krótka, by doprowadzać do chaosu i nieustannych kampanii wyborczych. Krótsze kadencje, przykładowo miesięczne skutkowałyby ciągłą mobilizacją wyborczą i walką o chwilowe poparcie z brakiem czasu na realne działanie. W takim systemie Kongres zajmowałby się głównie wyborami, a nie rządzeniem.
Z kolei zbyt długie kadencje prowadzą często do znużenia i spadku aktywności.
7. Próg wyborczy
Uważam, że próg wyborczy nie powinien przekraczać 3%, a być może nawet warto rozważyć jego charakter symboliczny, przykładowo 2%. Federacja powinna być przestrzenią otwartą na różnorodność poglądów, idei i inicjatyw politycznych. Czasem niewielkie ugrupowania czy środowiska, które dziś wydają się marginalne, z biegiem czasu potrafią wnieść do debaty coś świeżego i wartościowego. Zbyt wysoki próg wyborczy zabetonowałby całą scenę polityczną, a z drugiej strony jego całkowity brak rodziłby ryzyko absurdalnych sytuacji, w których dosłownie jeden głos wystarczyłby, by lista uczestniczyła w podziale mandatów.
8. Parytet narodowości
Jestem przeciwny wprowadzaniu sztywnych parytetów narodowościowych w składzie Kongresu. Rozumiem i podzielam ideę, by różne regiony czy wspólnoty miały poczucie reprezentacji, ale uważam, że nie można tego osiągać metodą przymusu.