Szanowny Panie!
Na wstępie chcę podziękować za okazanie zainteresowania. Przechodząc do Pańskich pytań:
Taki obowiązek wobec mnie nie istnieje, i to nie tylko de facto, ale nawet de iure, co szczegółowo wykazał wyżej kol. Harlin. Owszem, w normalnych warunkach należałoby desygnować kolejnego Premiera po rezygnacji poprzedniego, ale z uwagi na wyjątkowe okoliczności ostatnich wydarzeń jest to bezcelowe - zanim khandydat zdecydowałby się, porozumiałby się z przyszłymi ministrami, odpowiedziałby na pytania i otrzymałby wotum zaufania Kongresu, zakończyłby proces przejmowania obowiązków i niezrealizowanych planów poprzedniej Rady Ministrów itp. zostałoby zbyt mało kadencji, by cokolwiek zrobić przed kolejnymi wyborami.
Byłaby to słowem niepotrzebna i bezcelowa papierkowa robota dla wszystkich zainteresowanych. Zważywszy na to, postanowiłem sam na razie dzierżyć uprawnienia premiera, mając pewność, że będę w stanie zareagować w przypadku kolejnego kryzysu wymagającego szybkich decyzji, nie zrzucając całej tej odpowiedzialności na kolejnego Premiera, który byłby w środku formowania rządu i liczenia szabl.
Pozytywnie. Realizowanie obowiązku stania na straży trwałości i stabilności kraju to dosłownie to co teraz robię, co w większych szczegółach wyjaśniłem powyżej.
Nie potwierdzam, zwłaszcza, że nie byłbym w stanie tego zrobić samym nie powoływaniem Premiera, nawet gdybym chciał.
Po wyborach.
Możemy się umówić, że gdy pod interpelacją podpisze się trzeci Obywatel, moja odpowiedź stanie się oficjalną. Tymczasem zamieszczam ją już teraz jako - na razie - zwykłą opinię, co by Pana nie trzymać w niepewności.
Pozdrawiam gorąco!