Trochę racji w tym jest że tylko kilka osób ciągnie ten kraj ogólnie w sumie to mogę się zgodzić że obecna liczba resortów i ogólnie instytucji to w dużej mierze fikcja, bo faktem jest, że większość z nich istnieje tylko na papierze, a ich "aktywność" raczej nie jest widoczna na forum.
Jednak mam wrażenie, że Twoja propozycja idzie w stronę drastycznego cięcia wszystkiego i zostawienia po 2-3 resorty i ewentualnie dodanie czegoś dla "zapaleńców" i ogólne uproszczenie wszystkiego do poziomu odpowiadającego dla około 5 naprawdę aktywnych osób. To logiczne, jeśli przyjąć, że demografia i zapał są stałe i nie da się ich zmienić. No ale właśnie w tym punkcie mówię stanowcze nie, bi sądzę, że naszą demografię i zapał da się zmienić tylko nie metodą dalszego zamykania się i robienia z Federacji minimalistycznego klubu dla pięciu kumpli.
Uproszczenie może i jest jakimś rozwiązaniem, ale na pewno nie za wszelką cenę i nie w taki sposób, żeby zabić ostatnie iskry ambicji i narracyjnej fantazji, które jeszcze w kimkolwiek tlią. Zgadzam się z połączeniem większości resortów i ich jakąś powiedzmy decentralizacją, ale nie po to, żeby mieć mniej do roboty, tylko po to, żeby jedna osoba mogła realnie coś zdziałać i mieć z tego satysfakcję, bo chyba możemy się zgodzić, że właśnie po to tutaj jeszcze działamy.
A co do regionów to tutaj jestem dużo ostrożniejszy niż Ty. Redukcja ich liczby siłą wywoła tylko kolejne szponty i masowy wyjazd ludzi (którego już byliśmy świadkiem w przypadku pewnego kraju zaczynającego się na literkę N), bo stety, czy niestety niektórzy jednak jakoś się utożsamiają ze swoim miejscem na Pollinie i lepiej tutaj iść w stronę jakichś dobrowolnych fuzji / łączonych państw stowarzyszeniowych.
No i też moim zdaniem niestety ale w obecnym stanie naszego kraju nie wystarczy jedynie uprościć biurokrację, żeby ludzie nagle zaczęli masowo wracać i pisać u nas posty. Systemy informatyczne są pewnym... nazwijmy to akceleratorem, ale nie jest jakimś warunkiem koniecznym. Mam wrażenie, że jako Nordata potrzebujemy bardziej jakiegoś celu, który będzie wart wysiłku, a bardziej czegoś więcej niż utrzymanie się na powierzchni, żebyśmy się tylko nie rozpadli. Chociaż tak naprawdę jest to zadanie dla przyszłego rządu, którego składu przynajmniej na moment pisania tej wiadomości jeszcze nie znamy.
Prawda jest jednak taka, że jeśli rzeczywiście będziemy mieli wszystko w dupie i wrócimy do statusu quo to tak, rzeczywiście może być słabo no ale z drugiej strony jeśli potraktujemy ten moment rekordowej aktywności jako nowe okno możliwości, a nie tylko chwilowy pik emocji, to sądzę, że mamy bardzo duże szanse na zbudowanie czegoś trwalszego. Wymaga to jednak od wszystkich wyjścia z pewnej strefy komfortu i podjęcia ryzyka, że rzeczywiście coś może nie wypalić.