Trochę jednak szkoda. Być może miałby miejsce napływ jakiś zabłąkanych cynocefałków, którzy prynieśli by nam trochę ożywczej dzikości. Nauczylibyśmy ich wszystkiego, uczłowieczylibyśmy - a gdyby nie wyszło to najwyżej wysadzilibyśmy ich dynamitem. Ale zdaje się, że jednak jeden psiogłowiec został tutaj sprowadzony. Pan @Vratislav Vondráčekzdaje się, i to nordacki obywatel! Niech Pan przemówi ludzkim głosem - jak się odnajdujecie na naszej planecie?
W Edelweiss święto piwska. Harlin disapproves. Ale tam odnajdujemy coś ciekawszego niż chlanie. Rozwiązanie tajemnicy?
Jeden z Blemiów odpływa. Porywa go cywilizacja. Niewinną nagość zastępują koszule, marynerki, fraki. Albo przynajmniej tiszerty. Rośnie mała główka.
Wódz wpada we wściekłość - nie tak miało być. Plemieniec został zabrany za "chuja do pyska". Nie uznał tego za uczciwą wymianę. Dzicy upokorzeni, Unia spalona. Doszło do wygnania misjonarzy.
W odpowiedzi Leszek niszczy przywiezione próbki - "Jako że nie zapłacono mi za reklamę(Bo wszyscy wiedzą cel miał być inny, czyli nachodzenie obu universów), to wszelkie materiały promocyjne znikają z dniem dzisiejszym."
Nachodzenie uniwersów - zamiast tego nastąpił najazd. Gratuluję Leszkowi udanego rajdu.
Ale co działo się później?
Patrzę w teleskop. Widzę niewiele.
Na planecie pogożeliska... jedynie coś wydrapane na zwęglonym pieńku - croatoan.
Migracja? - przesuwam lekko mój teleskop. Wkrótce dostrzegam inną planetę. Czyżby tam przenieśli się bezgłowcy?
Żyjątka pełzają w uroczym bezładzie. Widzę, jak wódz przemawia - jego plemieńcy zajmują się tylko wojaczką. Dość tego.
Nowy prorok zapowiada budowę idola z żelastwa i drutu. Blaszany bóg nauczy potworków orać, prząść i kupczyć. Widać duchową łączność z naszymi golemomantami.
Dalej jednak nie jest wesoło. Niespodziewane komplikacje przy porodzie nowego bóstwa nowego świata. Czyżby to koniec? Świat ludzi-bestii rozpadnie się, a oni znowu szukać będą musieli nowego domu?
Na horyzoncie błyszczy zachęcająco nowa planeta. Część dzikich udaje się w kolejną migrację, zostawiając kolejny spalony świat za sobą.
Czy mamy odwagę podążyć tam za nimi?