Skocz do zawartości
  • advertisement_alt
  • advertisement_alt
  • advertisement_alt

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

A oto relacja o plagach spuszczonych przez Jahwe na Lumerię, gdyż jej Arcybiskupi nie chcieli puścić ludu lumeryjskiego, by sławił Boga Najwyższego w górach. Opowieść spisana przez Sługę Bożego, który był na wyspie Lumeria w czasie Krucjaty, przed Weselem Wesel. Wieść to prawdziwa, gdyż idzie za nią linia ideowa i honor linii jego rodziny, nadto świadkowie na całej Wyspie Lumeria potwierdzają te doniesienia, gdyż rozegrały się one szeroko, od Machoires de Dragon do Couervonjang i od Legon Bleu do Jeziora święconego Wiktorii.

Posłał więc Patriarcha grupę posłów do Arcybiskupów Kościoła Krwi w Lumerii, gdyż tak oto mówił Bóg we śnie do Patriarchy: "Wyślij posłów, niech przemówią w imieniu twym, który to przemawiasz w Moim imieniu. Nakaż wodzom krwi wypuszczenie ludu lumeryjskiego, by mógł Mnie sławić w miejscu do tego przeznaczonym. Oni ich jednak nie wysłuchają, nie lękaj się jednak! Poślę za nimi ducha zniszczenia, który potem wysunie się na przód; gdzie pójdzie on, będzie plaga. Oto upokorzę Anioła posądzanego o Wielkość, poddam w wątpliwość wszystkie jego twierdzenia. Będzie on gryźć piach, gdyż Jah Jestem Pan!".

Przeto Patriarcha posłał posłów, a Sługa Boży w tej liczbie, wysłał ich do Kapituły Trzynastu. Odłączyli się przeto posłowie od oddziałów Straży Krucjaty i szli na spotkanie Arcybiskupów. A po drodze demony i dżiny napadały ich, i noffi powstawali z grobów. Działo się tak przez całą drogę z Sa-Courvie do Legon Bleu, a następnie z Legon Bleu do Szarej Przystani. I stanęli przed Kapitułą, a wypowiedzieli Imię Boże. Wówczas tak się przerazili sekciarze, iż musieli ich wpuścić, gdyż wielka była chwała Pańska w tamtym dniu. 

Stanęli przed Trzynastoma Czystej Krwi Arcybiskupami, a każdy z nich na wysokim tronie obsydianowym polanym krwią, patrzy z wysokości. I oto widzieli: za trzynastoma tronami i trzynastoma Arcybiskupami owego Kościoła Krwi stoi trzynaście rzesz ludzi, a oblani oni krwią, i brudzą oni w niej, piją ją i spożywają ją. Mieli oni na sobie trzynaście pieczęci i trzynaście włóczni wysuwali naprzód. I rzekli im: "Oto Trzynaście Zakonów". Trzynaście Zakonów stało za Trzynastoma Arcybiskupami.

I rzekli oni, a mówili jednym chórem, był to jeden straszliwy ryk: "Chwała Wielkiemu Aniołowi! On włada Lumerią, jest ona niby podnóżek u Jego stóp". I wówczas odpowiedzieli posłowie: "St0pkarze!", i jeszcze mówili: "Niczym on jest, jest on kurzem na szacie najniższego z sług Boga, Boga Jedynego, Wszechmocnego, Najwyższego Boga czczonego od Saha, przez Norda, Spirytusowa, Moehila i Kriakila aż po najdalsze pokolenia! Imię jego: Jahwe!". I ziemia zadrżała, a trony, i panowania, i zastępy Zakonów rozpierzchły się na te słowa. Posadzka w Kapitule poczęła zaś pękać.

I rzekł przewodniczący poselstwa, Keasz: "To mówi Pan przez Patriarchę: <<Dosyć zabawy! Odstąpcie. Wypuśćcie tych z Ludu, którzy mieszkają w Lumerii, by poszli w górę sławić Pana, Boga Kirymu i Boga Lumerii>>". Lecz oni na to: "Krew ich jest użyteczna. Nie, mówimy wam; nie. Nawet jeden z owego ludku niewolników nie dożyje wolności. Będą pracować ku pomyślności Kościoła Krwi i będą szczęśliwi. Zaprawdę, żaden z tego ludku nie chce sławić owego Jahwe, a słowa tego wybroni Wielki Anioł".

Wówczas Kaesz: "Oto przepowiadam: obróci się wasze słowo przeciwko wam. Oto Jahwe objawi Prawdę całej Lumerii, tak, że pochwyci ona broń, obali wszystkie Trzynaście Zakonów i pójdzie wysławiać Jahwe. Drżyjcie, gdyż trzynaście elementów Litanii do Wielkiego Anioła zostanie poddanych w wątpliwość". Na to rozpierzchli się Arcybiskupi wraz z swymi Zakonami, każdy w swoją stronę Wyspy Lumeria, by grozić i szantażować, a każdy po drodze malował bluźniercze napisy na drzewach i skałach.

Natomiast poselstwo odeszło, by uchodzić z życiem. Poszli przeto na brzeg morza i tam się schronili. Taki był poranek i zmierzch dwudziestego pierwszego dnia jedenastego miesiąca ósmego roku dziesiątego cyklu trzydziestej czwartej ery od Spirytusowa.

  • Kocham to! 3

99792411588297495.png

Bolesław Kirianóo von Hohenburg de la Sparasan
w Winkulii jako Mikołaj III

101005704499837848.pngUżytkownik StemplaObywatel KirianiiWierny Przenajświętszego Kościoła KiryjskiegoAntykomunista

"Gdy gardzisz mszą i pierogiem: Idźże sobie z Panem Bogiem! A kto prośby nie posłucha: W imię Ojca, Syna, Ducha!"

 

Opublikowano

W pierwszym dniu byli więc schronieni na południowy zachód od Szarych Przystani, z których wychodziły armie i zastępy Zakonów. I spojrzeli w górę, a zobaczyli, że chmury z całej północnej pólkuli Vadmy spiętszyły się wokół Wyspy Lumeria. Wiły się one i zbierały w jedną, ciasną gromadę, a następnie zastygły nad Lumerią i nad ludem lumeryjskim, który był uciskany przez Kościół Krwi Anioła posądzanego o Wielkość.

Gromada chmur zakrywająca cały obszar Wyspy Lumeria pozostała w ten sposób przez całość dnia. Żaden promień słońca nie mógł dosięgnąć spragnionych traw i domostw, a całość tego lądu spowił półmrok. Wyszły potwory i potwory potworów. Wszelkie zboża zwiędły i nie mogły prowadzić swej egzystencji, gdyż Pan zabrał słońce od Lumerii w tym dniu.

Zobaczył to zjawisko cały lud lumeryjski, poznał, że jest ono czymś więcej niż przejściową anomalią. Poszedł wówczas tłumnie do kapłanów i Arcybiskupów Kościoła Krwi, by złożyli ofiarę z krwi i przebłagali u Anioła posądzanego o Wielkość powrót panowania słońca. Własną krew upuszczano i składano w ofierze, byle gromada chmur odstąpiła Lumerii i byleby promienie słoneczne powróciły na jej ziemie. Kapłani i Arcybiskupi brali krew ludu lumeryjskiego i składali ofiary, odmawiając Litanię, nic to jednak nie pomogło. Żadna ofiara w ten dzień nie mogła sprawić, by słońce ukazało swą twarz Lumerii.

Wówczas lud spytał kapłanów i Arcybiskupów Kościoła Krwi: "Dlaczegoż to Wielki Anioł nie chce go usłuchać? Czyżbyśmy go w czymś rozgniewali, gdy wykonujemy pilnie wszystkie prace nam powierzone?". A kapłani i Arcybiskupi nie wiedzieli, co odpowiedzieć, usta ich były zamknięte. Wówczas zwątpienie wdarło się w serca ludu lumeryjskiego i wielu przestało uczęszczać na ceremonie ofiarne. W ten sposób Pan wzbudził niepokój wśród wyznawców Anioła posądzanego o Wielkość.

Pierwszy Zakon Kościoła Krwi przepadł, piercza pieczęć została złamana. Wielka jest potęga Pana! Również pierwsza włócznia została zniszczona. Taki był poranek i zmierzch dwudziestego drugiego dnia jedenastego miesiąca ósmego roku dziesiątego cyklu trzydziestej czwartej ery od Spirytusowa.

 

  • Kocham to! 2

99792411588297495.png

Bolesław Kirianóo von Hohenburg de la Sparasan
w Winkulii jako Mikołaj III

101005704499837848.pngUżytkownik StemplaObywatel KirianiiWierny Przenajświętszego Kościoła KiryjskiegoAntykomunista

"Gdy gardzisz mszą i pierogiem: Idźże sobie z Panem Bogiem! A kto prośby nie posłucha: W imię Ojca, Syna, Ducha!"

 

Opublikowano

W drugim dniu przeszli szmat drogi, poruszając się na północny wschód przez półwysep, którą prosty lud Lumerii zwał Peninsule des Dragons. W całym czasie trwania poselstwa lud bowiem wielce się przysłużył owym podróżnikom, oferując im pierworodne z wszystkiego, co miał, mimo, że trwał półmrok już drugi dzień, więcej, wzmagał się.

Jahwe bowiem, widząc, że nie nawraca się Kościół Krwi i, że wciąż dwanaście z Zakonów stoi, zabrał światło słońca całkowicie, tak, iż nie było bez świecy widać nic w całym kraju. Przeraził się na ten widok cały lud lumeryjski, poczęły szerzyć się przestępstwa i rozruchy, armie całe Anioła stanęły przez wzgląd na odebranie światła. Żadne światło z nieba nie nakarmiło tego dnia traw i pól na niskości, ni drzew na wysokości, ni żadnego z bydła czy drobiu, ni którego z ludzi. Wojska Zakonów wpadały na siebie i się wzajem ostrzeliwały, a wreszcie postanowiły nigdzie się nie ruszać. W ten sposób Pan pomieszał szyki zwolennikom Anioła posądzanego o Wielkość, tak, że nie mógł on tego dnia nigdzie swych wojów posłać.

Poselstwo zaś szło od domu do domu, wystrzegając się po drodze wszelkich przygód straszliwych, które czekały od jednej do drugiej oświetlonej wioski. Gdy przeszło całą równinę i zbliżyło swe kroki do jeziora Lac Anou, spotkało tam Drugi Zakon Kościoła Krwi. Odpoczywał on, chłodząc się i nabierając sił przy wodzie, gdyż była całkowita ciemność.

Wówczas rzekł Kaesz: "Jakże mamy wojować w ciemnościach z oślepionymi wojskami Anioła, gdy i my oślepieni jesteśmy?". A mówił to przez wzgląd na tych, co z nim byli. Wówczas Jahwe posłał wielki płomień, który unosił się i szedł przed poselstwem. I mówiono: "Myikra, Myikra", lecz nie była to Myikra. Idąc przeto za płomieniem napadło poselstwo Drugi Zakon od jego tyłów i rozbiło go. Gdy bowiem patrzał ktoś z poselstwa, płomień świecił jasno, lecz gdy który z Zakonu, wówczas płomień ukrywał się przed jego oczami, tak, że wciąż była to dla niego całkowita ciemność, według plagi. W ten sposób cztery osoby pokonały legion, gdyż Bóg Jahwe był z nimi.

I Drugi Zakon Kościoła Krwi został rozbity, i druga pieczęć została złamana. Druga też włócznia dostała zniszczona, a to przez wzgląd na Imię Pana. Nikt się nie ostał z tego Zakonu, a to wyjąwszy Arcybiskupa Drugiego Zakonu. Ten bowiem został pojmany i przetrzymywany był wbrew swej woli, i strzeżony poprzez zmieniające się warty posłów. Imię jego było niewymawialne.

Poselstwo pod Kaeszem wzięło łodzie, które były przy brzegu, i odpłynęło nimi wraz z zakładnikiem. Popłynęli przeto na środek jeziora, na niewielką wyspę, gdzie rozbili obóz. Byli w ten sposób bezpieczni od duchów i zbojów, którzy przez  cały dzień pożywali się Wyspą Lumeria. Taki był poranek i zmierzch dwudziestego trzeciego dnia jedenastego miesiąca ósmego roku dziesiątego cyklu trzydziestej czwartej ery od Spirytusowa.

 

  • Kocham to! 1

99792411588297495.png

Bolesław Kirianóo von Hohenburg de la Sparasan
w Winkulii jako Mikołaj III

101005704499837848.pngUżytkownik StemplaObywatel KirianiiWierny Przenajświętszego Kościoła KiryjskiegoAntykomunista

"Gdy gardzisz mszą i pierogiem: Idźże sobie z Panem Bogiem! A kto prośby nie posłucha: W imię Ojca, Syna, Ducha!"

 

Opublikowano

W trzecim dniu poselstwo zwinęło obóz swój, wzięło swego zakładnika i przepłynęło na półudniowo-wschodnie wybrzeże Lac Anou, by się dalej w tę stronę kierować poprzez pozostałą część równiny, póki grupa nie dobiła do terenu, który podnosił się, a czynił to coraz gwałtowniej. Przystanęli wtedy, gdyż z rosnącym zmęczeniem posuwali się naprzód, a omijać masywu nie chcieli, gdyż tędy wiodła najprostsza droga do miasta, do którego posłał ich Pan.

Zostawili przeto za sobą wioski ludu lumeryjskiego, które o poranku dopiero otrząsały się z nocnego chaosu. Bóg bowiem Kirymu to sprawił, że w te wielkie ciemności w dzień i w noc, i w dzień i w noc, straszliwe rzeczy się działy, a zezwolił na to, by lud lumeryjski zrozumiał błędy swych dróg i poszedł sławić Pana w góry. Przez te wszystkie godziny po wielokroć było wypowiadane imię Anioła, ofiary z krwi były słane ku górze, nadto modlono się nad pomnikami jego i odmawiano Litanię jego. Lecz Anioł posądzany o Wielkość nie odpowiedział, pozostał głuchy, ofiar nie przyjął, pomniki jego sczeznąć miały, jako i on. Litanii też swojej nie usłuchał, bo Pan go ogłuszył. Tak bowiem upodobał sobie Pan odwrócić lud lumeryjski od kłamstw, poprzez upokorzenie całego kultu Anioła posądzanego o Wielkość.

Gdy więc podchodziło poselstwo pod płaskowyż zwany Brume, dochodziły do niego wieści OPÓŹNIONE lokalnych mieszkańców, jakoby to Pan miał wzbudzić kamienie do dawnej swej potęgi i do rozerwania więzów kłamstw. Szła bowiem wiadomość, że w każdym mieście i miasteczku członków Kościoła Krwi pomniki kamienne i ceramiczne Anioła posądzanego o Wielkość miały rozpadać się same z siebie, nie poruszone ludzką ręką. Wprawiało to w zdumienie i w niepokój cały lud lumeryjski więcej nawet niż poprzednie ciemności, szli więc tłumnie do kapłanów i Arcybiskupów Czystej Krwi Zakonów, by im tłumaczyli te zjawiska. I tłumaczyli owi kapłani-kuglarze, lecz język ich, zwykle zręczny, nie dawał uspokojeń tłumu. Wówczas począł się gniew budować na miejsce niezrozumienia w sercach wielu z Lumeryjczyków.

Kapłani Kościoła Krwi mówili: "Nic to, plotki jeno, Wielki Anioł stoi wraz z swoimi wyobrażeniami, a co najwyżej były one deptane przez obce wojska, za co te zapłacą". Lecz gdy poszła na całą Wyspę Lumeria wieść, iż ogromny pomnik Anioła w Szarej Przystani padł bez tchnienia nawet wiatru, przygniatając kultystów, którzy byli akurat w trakcie upuszczania krwi przed wyobrażeniem swego bóstwa, nie mogli już nic mądrego powiedzieć. Ściągneli wtedy tylko swe brwi i zakazali mówienia o tych wszystkich wieściach. 

Poselstwo szło dalej w swym kierunku przez płaskowyż, lecz spostrzegło, że na rozwartej jego przestrzeni obozował Trzeci Zakon Kościoła Krwi. A, że jasność była wielka, a nie było przy tym gdzie się przyczaić, zdecydowano, by ich nie niepokoić, wierząc w potęgę Pana, która nad wojskami i tymi kiedyś zatriumfuje. Poszli więc pod Keaszem wprost na południe, schodząc coraz niżej i znów niżej. 

A jednak, tak zechciało zrządzenie Pana, iż Arcybiskup Trzeciego Zakonu zobaczył ich i popędził za nimi z całym swoim ludem, mając przewagę liczebną i wysokościową. Spadli na poselstwo nieliczne wraz z zakładnikiem niby błyskawica z burzy bez piorunów, lecz wówczas w tym ukazała się Ręka Boga, iż rozdzielone zostały oddziały Anioła, na dwie strony zostały one podzielone: prawą i lewą. Poselstwo skryło się na zboczu pod kamieniem wystającym, a wojska zbiegając omijały go i szły na jedną stronę: prawą, lewą, lewą, prawą.

Dopiero Arcybiskup Trzeciego Zakonu, który puścił swe wojska przodem, zorientował się, że i nie widać dalej jego wrogów, przystanął tedy na owym kamieniu. Wówczas poselstwo wybiegło spod głazu, a ów zawalił się, lecąc w dół, aż ku dolinie wielkiej rzeki. Tylko zakładnik, Arcybiskup Drugiego Zakonu nie został wyciągnięty spod głazu, rzucał się bowiem i złorzeczył, tak, iż nie zdążono go uratować. Przygniótł go tedy głaz z Arcybiskupem Trzeciego Zakonu na szczycie i obaj zginęli; Arcybiskup Drugiego i Trzeciego Zakonu stracili w ten sposób swoje życia. Imiona ich niewymawialne.

Głaz rozbił się i rozpadł na dziesięć tysięcy szczątków i kirion kirionów odłamków. Był to ostatni pomnik Anioła posądzanego o Wielkość, który tego dnia przez wzgląd na Pana rozbił się. Trzeci Zaś Zakon słysząc huk skał spłoszył się i, jako dzika zwierzyna nie znająca Boga, wytracił cały, wpadając w nurt rzeki, która w tym miejscu rozpoczynała swój bieg nad ziemią. Wpadli oni w jej wody i żaden z Trzeciego Zakonu Kościoła Krwi nie uszedł z życiem. Wody Boże zabrały ich aż do Wielkiego Morza, a stamtąd do Podziemi, gdzie w zgryzocie bytują. Trzeci Zakon Kościoła Krwi przepadł, trzecia pieczęć została złamana, a trzecia włócznia zniszczona. Jahwe Mocarzem!

A Kaesz stanął wraz z trójką posłów u wyjścia rzeki Samundaise, w miejscu, gdzie się to całe dzieło dokonało, i nazwał to miejsce Bela)sy, bo mówił: "Owa skała okazała się nam schroniem". A Sługa Boży nazwał je Ifla, bo rzekł do pozostałych: "Oto w tym miejscu znalazł Zakon Anioła odpłatę za swe uczynki". Rozbili tu obóz i poczekali aż do poranka, nim wyruszyli w dalszą drogę.

Taki był poranek i zmierzch dwudziestego czwartego dnia jedenastego miesiąca ósmego roku dziesiątego cyklu trzydziestej czwartej ery od Spirytusowa.

 

  • Kocham to! 1

99792411588297495.png

Bolesław Kirianóo von Hohenburg de la Sparasan
w Winkulii jako Mikołaj III

101005704499837848.pngUżytkownik StemplaObywatel KirianiiWierny Przenajświętszego Kościoła KiryjskiegoAntykomunista

"Gdy gardzisz mszą i pierogiem: Idźże sobie z Panem Bogiem! A kto prośby nie posłucha: W imię Ojca, Syna, Ducha!"

 

Opublikowano

W dniu czwartym poselstwo zwinęło obóz w Bela)sy-Ifli, by podążyć w dół, wraz z biegiem Samundaise, by w miastach przyrzecznych szukać schronienia i wytchnienia przed wyczerpującą podróżą na wschód. Musiano przeto zdecydować, czy iść wraz z lewym brzegiem, czy wraz z prawym brzegiem. Losy wyciągnięto i określono, by iść lewym.

Szli więc pod Kaeszem ludzie Boga, mijając tego dnia wiele wsi i miasteczek. Więcej one były bogate niż te na północy i zachodzie, opływały w luksusy i dobrze się miały nawet pod butem Kościoła Krwi. Często docierali również do nich kupcy z portów morskich przy delcie Samundaise, najbogatszym bodaj miejscu na Wyspie Lumeria. Przynosili oni częstokroć nowiny z całego kraju i świata nawet do tego ludku przyrzecznego, tak, iż był on zawsze dobrze poinformowany.

Gdy więc szli na południe wraz z brzegiem rzeki, i gdy obserwowali zmianę w kulturze i obyczajowości mieszkańców tej części kraju, osłoniętych od chłodów ciała i umysłu północy i masywów skalnych centrum, słyszeli także wiele nowin, które tu, dla świadectwa, zapisujem. Oto tego dnia rozeszła się po wszystkich portach kraju wieść, iż opublikowano Krwawą Księgę w Nowej Precelkhandzie, i że przesyłana jest i odczytywana we wszystkich wielkich miastach. A księga ta była od Pana, zaprawdę, oświecił on jednego z Lumeryjczyków, zwanego, idąc za wieścią gminną, Arcis Desmoulins, w ten sposób, iż spisał on ową księgę, w której zawarł potwierdzoną relację o bestialstwach Kościoła Krwi, jego kapłanów i Arcybiskupów.

Kościół bowiem krwi wraz z całą elitą dopuszczał się licznych bestialstw na ludzie lumeryjskim, zarówno tych lżejszych, jak i nieskończenie obrzydliwszych. Arcis, jak wieść niesie, był na usługach Arcybiskupa Siódmego Zakonu, imię jego niewymawialne, i pomagał w owych bestialstwach, lecz został oświecony przez Pana, doznał oświecenia. Poszedł więc i napisał o wszystkich bestialstwach przeciwko Panu, których dopuścili się czciciele Anioła, a następnie przekazał tę Krwawą Księgę Kiriom, z którymi się zbratał. Oni zaś rozgłosili ją na wszystkie krańce Lumerii i w ten sposób, na wspak kapłanom i Arcybiskupom Kościoła Krwi, wiadomość o ich bestialstwach rozeszła się wśród ludu lumeryjskiego.

A besialstwa to były zaprawdę okrutne, takie, jakich doświadczali noffi od starrych w noffolandzie, a nawet większe jeszcze. Torturowano i prześladowano wszystkich, zarówno partyzantów, jak i kolaborantów, wiernych i niewiernych Anioła, mężów i kobiety, starrych i noffych. Nikt nie mógł uciec od prześladowań i bestialstw, których dopuszczały się Zakony i Arcybiskupowie Anioła, a nadto wszyscy jego kapłani. Były świadectwa o gwałceniu wszelkich praw najświętszych i dopuszczaniu się wszystkich grzechów przy obcowaniu z poszczególnymi ludźmi z ludu lumeryjskiego, były świadectwa o przywiązywaniu do ołtarzach i o okrutnych ofiarach krwawych, byłoy o piciu krwi z żywych jeszcze ofiar, były o rozciąganiu i spalaniu buntowników ku chwale Anioła posądzanego o wielkość, i jeszcze straszniejsze zbrodnie. O najobrzydliwszych wspominać nawet się nie godzi, niech spadną w zapomnienie tuż po końcu Krucjaty Lumeryjskiej, jako i niech spadnie w zapomnienie Kościół Krwi, gdy się już całkiem ukara wszelkich jego przywódców. Jahwe Mocarzem!

Gdy więc lud lumeryjski usłyszał o tych wszystkich bestialstwach, nie mówił nic, tylko chwycił za broń. I za broń chwyciły różne miasta i osady w całej Lumerii, również wszystkie miasta delty Samundaise. Gdy przybyło tam poselstwo, bez spodziewania zostało przyjęte po królewsku, konsularne dostało powitanie. Lumeryjczycy bowiem z owego regionu uformowali Samoobronę Delty, i nawet bogaci z tego obszaru dawali sowicie na uzbrojenie i ku zachętom rekrutacyjnym. A owa Samoobrona była miła Panu, gdyż przysięgła wierność wojskom kiryjskich, które były w trakcie wyzwalania ich ziem spod władzy Kościoła Krwi i jego popleczników. 

Lumeryjczycy nie byli przecież głupi, nie było wielu wśród nich ślepców. Widzieli znaki i słyszeli wieści, i szli do Arcybiskupów i kapłanów Anioła, by im to wytłumaczyli, i by mogli złożyć ofiary przebłagalne z krwi. To się nie godzi! Nie godzi się składać ofiar z krwi, w ogóle nie godzi się obcować z krwią, a jednak oni to czynili. Lecz elity Kościoła milczały, nie wydawały dźwięku uspokajającego, nie przytaczały mądrych słów; także Anioł posądzany o Wielkość głuchy był na ofiary wszelakie. I nadto Lumeryjczycy posłyszeli o wieściach z Krwawej Księgi, toteż zdecydowali, że pod wpływem tych wszystkich wieści sprzeniewierzają się oni Aniołowi i ślubują wierność Jahwe. Nie wszyscy tak zrazu pomyśleli, lecz rzesze duże, coraz większe tak właśnie uczyniły.

Kaesz przeto odebrał tego wieczoru wiele ślubowań na wierność, wiele deklaracji zebrało całe poselstwo, któremu wyprawiono ucztę. Okazały się tedy wartymi te wszystkie dni z odrobiną jedzenia po zachodzie słońca, te wszystkie noce zimne. Pan okazał łaskę swoim posłom i mogli oni wytchnąć w delcie Samundaise, gdzie nauczali i nawracali wielu na Wiarę Kirymową. Był to zaprawdę wielki dzień dla wypełniania zamiarów Pana.

W nocy Arcybiskup Czwartego Zakonu Kościoła Krwi, imię jego niewymawialne, poprowadził swe wojska ku miastom nadrzecznym i od północy do południa na prawym brzegu dokonywał bestialstwa na mieszkańcach, pogromy im zorganizował. I niszczono, i palono, i grabiono te wszystkie miasta na prawym brzegu, idąc z góry na dół, od północy do południa. Liczba bestialsko zabitych: jakieś pięćdziesiąt pięć tysięcy. W jedną noc!

Gdy jednak przybyli do Delty, Samoobrona już czekała tam na nich, gdyż docierały do nich wieści o nocnym besialstwie. W ten sposób Kościół Krwi sam wypełnił przepowiednię niekorzystną względem siebie, potwierdzając, że czyni on bestialstwa, by cała Lumeria mogła o tym słyszeć. W ten sposób Pan śmieje się z Swoich wrogów i łagodnie oszukuje tych, którzy mienią się lepszymi od Niego. Wieść niepomyślna dotarła do Delty przed wojskami Czwartego Zakonu i skierowała gniew Lumerii przeciwko nim. Cała Delta wraz z wszystkimi licznymi miastami aglomeracji sięgnęła po broń, po miecze i noże, i kije, i pogromiła Czwarty Zakon Kościoła Krwi, tak jak on gromił bestialsko lud lumeryjski.

Niewielu się z Zakonu ostało, a ci, co się ostali, uciekli w dzicz, gdzie Pan ich wytropił i wskazał ich tropicielom zła, którzy ich do cna wytępili. Zło zostało przępędzone z Delty i wielkie to było dla niej święto. Czwarty Zakon Kościoła Krwi przepadł, czwarta pieczęć została złamana, a czwarta włócznia zniszczona. Złapano Arcybiskupa Czwartego Zakonu i poselstwo kiryjskie wielce nalegało, by go wysłać do Marsylii i poddać sądowi, lecz lud rozwścieczony wyrwał go im i rozdeptał, rozerwał go na ulicy. Taki był jego koniec. Imię jego niewymawialne. Jahwe Mocarzem!

Taki był poranek i zmierzch dwudziestego piątego dnia jedenastego miesiąca ósmego roku dziesiątego cyklu trzydziestej czwartej ery od Spirytusowa.

  • Kocham to! 1
  • Ogień! 1

99792411588297495.png

Bolesław Kirianóo von Hohenburg de la Sparasan
w Winkulii jako Mikołaj III

101005704499837848.pngUżytkownik StemplaObywatel KirianiiWierny Przenajświętszego Kościoła KiryjskiegoAntykomunista

"Gdy gardzisz mszą i pierogiem: Idźże sobie z Panem Bogiem! A kto prośby nie posłucha: W imię Ojca, Syna, Ducha!"

 

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

W dniu piątym wyruszyło poselstwo pod Keaszem i wraz z wielkim tłumem Lumeryjczyków, ich liczba: około dziesięciu tysięcy. Była to wielka rzesza chętnych z Samoobrony i innych zgromadzeń lumeryjskich Delty, którzy chcieli to rozprawić się z Piątym Zakonem Kościoła Krwi. Szerzyła się bowiem wieść, że nadciąga on z zachodu. Pożegnało poselstwo przeto Deltę, wzięło całą konnicę, i wozy, i wszelkie środki transportu i poczęły iść na wschód, przez równinę poświęconą Wiktorii, której wielka cześć była wśród ludu lumeryjskiego. Tak Pan pokierował nogami Ruszenia Lumeryjskiego, iż dotarło ono od strony zachodniej na północny fragment Jeziora Wiktorii niewiele godzin po południu. 

Jednakże było zmęczenie i szemranie wśród maszerujących, toteż zarządzono odpoczynek nad brzegiem jeziora. Sługa Boży wybrał się tedy łódką znad brzegu i nauczał lud lumeryjski zgromadzony na brzegu, tak, by fale i wiatry rozniosły głos jego, jak to się działo z głosem proroka wołającego na pustyni o Shullkinacie, by zgromadzony lud w liczbie około dziesięciu tysięcy mógł go usłuchać. I usłuchał. A mówił Sługa Boży o Jahwe, i o majarach i Valarach, i o Buncie, i o Upadku, i o Stworzeniu, i o pokorze i pogodności, i o Patriarsze i o Imperatorze, i o Pismach, i o Shullkinacie, i o Moehilu, i o Kriakilu, i o innych rzeczach jeszcze. Wyłożył im tedy przez parę godzin główną całą część teologii kiryjskiej, i wielu uwierzyło, albo i pogłębiło swoją wiarę. Poszli tedy i wypowiedzieli Wyznanie Wiary kiryzmu, a następnie Wyznanie Wiary Przenajświętszego Kościoła Kiryjskiego. Tak lud lumeryjski z delty w liczbie około dziesięciu tysięcy zadeklarował posłuszeństwo swoje Patriarsze.

Bo mówili: "Kto może nas wyzwolić od krwiopijców-zbrodniarzy owego Anioła, jeśli nie Kiriowie, jeśli nie Borys Patriarcha wraz z Imperatorem przemawiającym, razem z Pierwszą Konsul Adelaide, która poddała się Jahwe, jako i tamci się poddali? Czemu więc nie mielibyśmy i my się poddać Jahwe, by uzyskać mądrość i męstwo, świętość i oświecenie? Dlaczego by nie? Niech wiedzą wszyscy na całej kuli, iż rządzi nami Patriarcha! Poddajemy się tedy Marsylii i wysłanniczce Marsylii, służebnicy Patriarchatu i Imperatoratu, Pierwszej Konsul, Adelaide. Szehaja!". Był to dzień wielkiego nawrócenia. Wieść wczorajsza dotarła do wielu miast lumeryjskich i tam też były nawrócenia.

Gdy jeszcze wciąż trwało jednak kazanie nad jeziorem, przybył Piąty Zakon Kościoła Krwi, przybył on od wschodu i zobaczył lud lumeryjski po drugiej stronie. Ponieważ jednak Arcybiskup Piątego Zakonu był głupi, i ponieważ cały Piąty Zakon był głupi, nie obszedł jeziora od północy, by mieć niewiele drogi do przejścia, lecz od południa, by mieć wiele drogi do przejścia jeszcze. Łącznie nadłożył Piąty Zakon sześć razy więcej drogi, gdyż był głupi, lecz nie głupkowaty. Gdy jednak w końcu dotarł do ludu lumeryjskiego, od południa idąc na nich już teraz, wprawił lud lumeryjski w wielki popłoch, gdyż obozował on i nie był przygotowany na bitwę. Szybkie przeto strzały powaliły tysiąc z ludu lumeryjskiego, nim pozostałe dziewięć tysięcy zreorganizowało się i wyłoniło strukturę dowodzenia z chaosu bitwy tej. 

Kaesz wziął wszystkich, którzy chcieli go usłuchać, i poszedł na północ, by przyjąć lepsze pozycje. Tymczasem Sługa Boży wciąż na łódce trwał na jeziorze, i fale zepchnęły go na drugi brzeg, gdzie się rozbił. Musiał długo obchodzić jezioro, by dołączyć do pozostałych, a gdy już dołączył, było po bitwie. Teraz przeto relacja o Bitwie pod Jeziorem, taka, jaką Sługa Boży otrzymał od tych, którzy ją widzieli. 

Gdy Kaesz poszedł na północ wraz z ludem lumeryjskim, zawrócił zaraz i od lewej flanki zaatakował wojska Piątego Zakonu, a Pan był z nim, i wraz z jego ludźmi, których było łącznie więcej, nawet mimo strat, od wojsk Zakonu, przy czyn Zakon był lepiej uzbrojony i wyszkolony. Padło jednak wielu jego ludzi, lecz i Kaesz został ugodzony, gdy już chciał odwrotu dokonać, by wypad na pole przeciwnika zakończyć. Gdyby nie dzielność i charyzma Pierra Saint-Trolla, który objął tymczasowo dowodzenie, lud lumeryjski zostałby skruszony.

Gdy jednak wypad został zakończony, Pierr rozłożył swe siły szeroko, tak, by zamknąć oblężenie od północy i od południa. Od wschodu miał bowiem Zakon przecie brzeg jeziora. Udało się to od północy, lecz na południu zbyt szerokie były trakty i wiele dziwów tam się zdarzyło, gdyż wojska były opóźniane. Stąd wiele jeszcze z ludu lumeryjskiego poległo, a oblężenie nie było zamknięte. Wypadły wtedy wojska Zakonu do przodu i były w inicjatywie.

Wówczas Kaesz, którego położono pod wiśnią, by obserwował bitwę z oddali, pomodlił się, a słowa jego modlitwy były takie: "Boże mój i Stwórco! Daj życie moim towarzyszom za moje życie. Ich ocalenie za moją zgubę. Krew moich wrogów za moją krew". I gdy rzekł to, krew przestała płynąć w żyłach wszystkich wojowników Piątego Zakonu Kościoła Krwi; najpierw wśród Arcybiskupa Piątego Zakonu, potem wśród jego biskupów dowodzących swoimi oddziałami, potem wśród kapitanów oddziałów, a następnie w całej rzeszy Zakonu. Krew przestała wśród nich płynąć i zaczęła wzbierać, gdyż tak postanowił Pan. Pękały przeto ich narządy i padali jak muchy, gdyż krew ich cała wypływała z nich, odmawiając pływania wewnątrz nich. Widząc to, lud lumeryjski wpadł w wielką radość i dobił jeszcze tych, którzy wciąż się poruszali. 

Zmarł Arcybiskup Piątego Zakonu, imię jego niewymawialne, Piąty Zakon Kościoła Krwi przepadł, piąta pieczęć została złamana, a piąta włócznia zniszczona. Wojska Zakonu zostały starte, nieliczni szukali ratunku w wodzie. Nie znaleźli go. Z ludu lumeryjskiego pozostało jakieś siedem i pół tysiąca, rozbił on swoje obozowisko na noc w miejscu bitwy. Całe Ruszenie było pod Saint-Trollem, gdyż Kaesz dogorywał, a poselstwo bało się wówczas zabrać głos. Lud lumeryjski przywłaszczył sobie uzbrojenie Piątego Zakonu, jego miecze i włócznie, i zbroje, i w takim stanie zastał ich Sługa Boży.

A przekonywał ich Sługa Boży, iż biorąc uzbrojenie Zakonu ściągną na siebie klątwę, lecz lud lumeryjski nie słuchał, jako i Saint-Troll nie słuchał. I pozostano w uzbrojeniu aż do ranka, i dalej jeszcze, chociaż Sługa Boży kręcił na to głową i Kaesz kręciłby na to głową, gdyby mógł ją obracać. Taki był poranek i zmierzch dwudziestego szóstego dnia jedenastego miesiąca ósmego roku dziesiątego cyklu trzydziestej czwartej ery od Spirytusowa.

  • Kocham to! 2

99792411588297495.png

Bolesław Kirianóo von Hohenburg de la Sparasan
w Winkulii jako Mikołaj III

101005704499837848.pngUżytkownik StemplaObywatel KirianiiWierny Przenajświętszego Kościoła KiryjskiegoAntykomunista

"Gdy gardzisz mszą i pierogiem: Idźże sobie z Panem Bogiem! A kto prośby nie posłucha: W imię Ojca, Syna, Ducha!"

 

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

W dniu szóstym pod Saint-Trollem poszło całe Ruszenie na północny-wschód, odbiło od Jeziora, przy którym była bitwa, by między brzegiem morskim a wyżyną iść, maszerować wesoło. Był to zaprawdę marsz wesoły, Lumeryjczycy jedli i śpiewali, a zaklęta ich zbroja lśniła w słońcu i rodziła wielki hałas z każdym krokiem. Tylko oryginalni członkowie poselstwa nie włożyli zbroi zabitego Zakonu, a dobrze się stało, gdyż i tak dźwigali ciężar wielki: dogorywającego Kaesza po bitwie. Mamrotał on w wielkim wzburzeniu i wołał na Saint-Trolla, który już teraz samowładnie dowodził Ruszeniem, bez Sługi Bożego i bez żadnego z Kiriów, wołał on, by porzucił ciężar grzechu wojsk Anioła posądzanego o Wielkość. Lecz Saint-Troll nie słuchał, gdyż nie taka była jego natura.

Szli tak więc większą część dnia, posuwając się szybko naprzód, acz Kiriowie z czasem przesunęli się na koniec korowodu, nie mogąc dotrzymać kroku. Gdy słońce już przekroczyło punkt szczytowy na niebie, Kaesz podniósł się z łoża z skór zwierzęcych, który naprędce wytworzyli mu towarzysze, podniósł się z przerażeniem wymalowanym na twarzy i wskazał na wyżynę. Na skraju bowiem wyżyny widać było ten sam błysk zbroi i miecze uniesione w górę, gotowe spaść z rozpędem na Ruszenie lumeryjskie. Kaesz wskazał na nie z przerażeniem, lecz nic już z siebie nie wydusił. Sługa jednak Boży wołał Saint-Trolla, lecz ów nie słyszał przez głośny a rozpustny śpiew. Pobiegł tedy na przód grupy, by go ostrzec. Szósty Zakon, gdyż ten to był w istocie Zakon na wyżynie, daleko jeszcze był przed nimi, a jednak szli oni prosto w pułapkę Kościoła Krwi, którego wojska mogłyby rozgromić Lumeryjczyków, wziąć ich z zaskoczenia i wypchnąć aż pod morze.

Lecz wesoła gromada Lumeryjczyków na czele z Saint-Trollem nie chciała słuchać. Upoili się oni zwycięstwem i zaczynali wierzyć, że żaden Zakon czy nawet smok im nie podoła. Ponieważ nie chcieli słuchać Sługi Bożego, ten począł namawiać wszystkich, którzy chcieli słuchać, by razem z Kiriami zatrzymali się i poczekali czas jakiś. Wielu nie słuchało, wielu go wyśmiało, znalazło się jednak wśród siedmiu i pół tysiąca pięćdziesięciu takich, którzy usłuchali. Zostali oni wraz z poselstwem Kiriów, a Ruszenie bez żalu zostawiło ich i pognało dalej. I Kaesz głosem ochrypłym nakazał im wszystkim pozdejmować zbroje. Mówił bowiem: "Ściągnęły one na nas klątwę. Patrzcie!", wskazując wówczas Szósty Zakon. I przeraziło się owych Pięćdziesięciu, i chcieli pognać do swoich, było już jednak za późno. Poszli więc i wnieśli wraz z Kiriami Keasza na pobliskie niewielkie wzniesienie.

A gdy został Keasz wniesiony na owe wzniesienie, podniósł on swe ręce i modlił się w wielkich słowach, tak, aby objąć Ruszenie Lumeryjczyków swoją myślą i swoim błogosławieństwem. A gdy tak mamrtotał, i gdy Kiriowie wznosili modły, i gdy Pięćdziesięciu stało przy nich, wówczas Szósty Zakon spadł jako błyskawica straszliwa a śmiertelna, zbiegł on ze wzgórz, i z wzniesień, i z wyżyn zachodu, by, uzyskawszy wysokoziemię, rozgromić błyskiem ostrzy Ruszenie Lumeryjskie. I pomknęli ku nim, i wbili się, i przedzielili ich szeregi, i zaskoczyli ich, i podeptali ich, i zniszczyli ich. Było to bestialstwo czynione względem Lumeryjczyków. Gdy który chciał uciekać, rzucał się w stronę morza, lecz nieprędko zaszedł, uciężały zbroją i uzbrojeniem, a gdy nawet dobiegł, skakał przestraszony do wody i topił się, umierając w męczarniach, gdyż nie mógł wypłynąć przez wzgląd na wielki ciężar.

Gdy tak obserwowali Kiriowie ów pogrom, który się przydarzał, a który był przez wzgląd na pychę Pospolitego Ruszenia z Delty, stało się, że Arcybiskup Szóstego Zakonu przez swe czary dostrzegł ich i poprowadził część swych oddziałów ku nim. A Kaesz podźwignął się wyżej, i ostatkiem swych sił tak wyszeptał: "Mają... Mają ampułki z krwią ofiarną... Jest to dowód ich pewności, pychy w sumieniu przy wiedzy o rzeczach danych a powierzonych. Oto mówił Pan, że one pękną, że eksplodują w ich bukłakach, tak jak eksploduje czysta energia idei w bukłaku przydziania materialnego. Tak jest i tak będzie. Nie lękajcie się zatem, nie będziecie musieli użyć miecza; pozwólcie mi też dotrzeć do Siedzib moich i do Siedzib moich ojców; do Siedzib Spirytusowa, Helmuta, Augustusa, Erba, Aaranoka i Pokornikusa". I gdy wypowidział te słowa, wyzionął ducha.

Tymczasem Szósty Zakon był już całkiem blisko grupki, i Pięćdziesięciu szykowało się do walki, ale Kiriowie na czele z Sługą Bożym powstrzymywali ich, mówiąc: "Oto Keasz mówił nam, że nie będziemy musieli użyć miecza, a przemawiał przez niego wówczas duch Pana. Poczekajmy!". I gdy ten oddział Szóstego Zakonu już biegł na nich, oto ampułki z krwią, które to nosić musiał każdy wojak Zakonów przez wzgląd na nabożeństwo do Anioła posądzanego o Wielkość, była to bowiem krew ofiarna, stosowana przy ofiarach, eksplodują. Eksplodują one z ogromną siłą, rozgryzgując i krew ofiarną, i krew nieszczęśnika będącego jeszcze niedawno właścicielem ampułki na sześć albo siedem metrów świątynnych w każdą stronę. Przy tym siła była to tak ogromna, tak bardzo buzowała owa krew w ampułkach, że rozrywała ciała żołnierzy Szóstego Zakonu.

Padali przeto żołnierze Szóstego Zakonu, zarówno ci z oddziału wysłanego po Pięćdziesięciu i Kiriów, jak i armii głównej, tej dobijającej Pospolite Ruszenie z Delty; padali, nim się mogli zbliżyć do zwłok Keasza i do zgromadzonych wokół nich. Padały ich ciała rozerwane i cieknące wnętrznościami, wylewały się im oczy, topili się w własnych zbrojach. Była to sprawiedliwość wojenna poczyniona Szóstemu Zakonowi przez wzgląd na bestialstwo dokonane na Ruszeniu.

Ostatni padł Arcybiskup Szóstego Zakonu, imię jego niewymawialne. Był on już prawie u celu, włócznią swoją chciał przeszyć zwłoki Keasza, gdy krew z jego ampułki zawołała: "Czy nie powiedziano: <<Przecież to poganie i innowiercy czczą krew, bo nie mogą patrzeć wyżej, bo nie mają Boga. Oto postawiłem przed wami Boga, Jego imię Jahwe, i On to nakazuje nam żyć, jak przystało na człowieka światła, nie zaś pływać w krwi i błocie przeszłości>>? Owszem, tak właśnie powiedziano. Krew z krwi, kości z kości zabitych wołają do ciebie, jako i wołają do Kapituły i do pozostałych Siedmiu Zakonów. Opamiętajcie się! Oto nie tylko Lumeryjczycy wypowiadaną wam służbę, ale nawet woda i kamienie, nawet wasze uzbrojenie, nawet wasza krew ofiarna!".

Po tych zaś słowach ampułki przypasane do pasa Arcybiskupa Szóstego Zakonu, a miał ich sporo, eskplodowały wszystkie, z siłą większą niż wcześniej, tak, że z ciała tego Arcybiskupa, imię jego niewymawialne, nie pozostało nic. Nic! Również jego włócznia przepadła. Szósty Zakon Kościoła Krwi przepadł, szósta pieczęć została złamana, a szósta włócznia zniszczona. Pięćdziesięciu i poselstwo kiryjskie pochowało na tym wzgórzu Keasza, a nazwało to wzgórze Nirata, gdyż tak rzekł Sługa Boży o nim: "Jest to teraz wzgórze przepełnione żałobą po utraconych rzeczywistościach, po przepadzie szans. Nikt nie pozostał żyw z grupy Saint-Trolla, a i Keasz zmarł. Teraz to wzgórze będzie o tych śmierciach wspominać wszystkim noffym Lumerii aż do Końca!".

I obrano Sługę Bożego na nowego przywódcę grupy, i szła ona dalej w wielkim smutku na północny wschód, a obóz swój na noc rozbiła w miejscu, z którego widać już było Nową Precelkhandę. Taki był poranek i zmierzch dwudziestego siódmego dnia jedenastego miesiąca ósmego roku dziesiątego cyklu trzydziestej czwartej ery od Spirytusowa.

  • Kocham to! 2

99792411588297495.png

Bolesław Kirianóo von Hohenburg de la Sparasan
w Winkulii jako Mikołaj III

101005704499837848.pngUżytkownik StemplaObywatel KirianiiWierny Przenajświętszego Kościoła KiryjskiegoAntykomunista

"Gdy gardzisz mszą i pierogiem: Idźże sobie z Panem Bogiem! A kto prośby nie posłucha: W imię Ojca, Syna, Ducha!"

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...