Zostawiam do rozważenia: Przeważnie patrzy się na problem Pannordatyzmu bardzo tak... geograficznie, przestrzennie. Choć przewija się często (choć bardziej na priv) to, że np. Bialeńczycy a "Federacyjni" to inne pokolenie, ale nie tyle widzi się w tym przeszkody dla Pannordatyzmu co takie, hmm, "ojcowanie". >Byliśmy my a potem nowi przyszli i trzeba im pokazać" albo takie liczenie, że oni są pewnym potencjałem który wcześniej był za słaby. Tak czy tak w ogólnie nie ma tu myślenia, że to zupełnie inny stosunek do mikronacji, doświadczenia, opinie na inne mikronacje, przyzwyczajenia itd. itd.
Negatywnie:
A niby skąd takie przeświadczenie? Pod pewnymi względami można wręcz odwrotnie na to spojrzeć. Np. Bialeńczycy to często ludzie bardzo zideologizowani, dużo bardziej chętni do szczerego intelektualizowania swoich poglądów a nie tylko odgrywania roli pod daną zabawę. To zresztą też różnica między starymi np. Sarmatami a pokoleniem takim jak ja i Andrzej... ale to inna sprawa.
Pozytywnie:
Dobrze powiedziane z tym autentyczniejszym, ja jednak pod pewnym względem użyję nawet chyba ładniej - żywszym! Nordata zawsze miała ten chaos - ktoś powie, że właśnie to jest problemem dla Pannordatyzmu, ale to właśnie żywość która sprawa, ze cały coś tu się dzieje. Patrząc na kontynent na południowy zachód czy te południowe, to właśnie to wyróżnia Nordate od zawsze. Od pewnego czasu jednak, między innymi dzięki działalności Andrzeja *pokłon szczery* zamiast całkowicie od nowa budować co chwilę coś nowego, całość Nordaty przechodzi w jedno uniwersum trwałe swoją historią - ciąłością narracji, ale nie zaśniedziałe w ciągl tych samych od 10 lat formułach np. państwowości.
(Miały być 2 zdania a się rozrosło...)