Jöžéf Ñæpæržæjéw (Juiziżef Niajpajrziajżew), zwany też Józefem Naparzajewem stał, jak zwykle zresztą, na warcie na Murze. Chociaż nie stał stał dosłownie, siedział bowiem - też jak zwykle - na krześle ustawionym w jednym z punktów obserwacyjnych blisko muru. Służbę ideom kiryzmu, a wcześniej również socjalkapitalizmu, pełnił już od dawna. Tak samo zresztą jak jego przodkowie. Dziadek jego walczył bowiem w Wielkiej Rewolucji Kapitalistycznej, dowodząc Brygadą Chłopską Środkowego Nowoporoża. Jöžéf zawsze chciał mu dorównać osiągnięciami, ale niestety dotąd nie nadarzyła się - jak sam twierdził - właściwa okazja. Służył wprawdzie w bojówkach amatorskich podczas niejednego z kryzysów, a nawet wojennych zawieruch, był tam jednak postacią szeregową. Ostatecznie jakiś czas po powstaniu Państwa Kościelnego Kirymu przeniósł się tam i zgłosił do służby na murze, chcąc być na pierwszej linii, jak to określał, "frontu obrony ludów przed wrogami kiryjskiej wspólnoty". Jak dotąd jednak nie działo się nic z tego, czego oczekiwał.
Nie znaczy to, że nie działo się nic w ogóle. Wiadomość od otwarciu granicy, przejść w murze uznał najpierw za żart. A jednak. Nie rozumiał tego. Według niego sprawa była jasna - należy traktować Mur jak tamę chroniącą przed powodzią Północniaków, a jeśli już by coś zmieniać w stosunkach z nimi, to jedynie wprowadzając blokadę morską. Dla niego jednak w sumie wiele się nie zmieniło. Dalej przychodził do pracy, siadał w punkcie obserwacyjnym z karabinem, bacznie obserwując przestrzeń między "ich" a "naszymi" umocnieniami. Zastanawiał się, czy kiedykolwiek dostanie szansę na zdobycie chwały. Może nigdy nie dorówna przodkom, ale wypadałoby, aby chociaż w ramach tradycji i on stał się walczenym bohaterem.
Nagle usłyszał z dala jakiś odgłos. Przeczulony, wyjrzał, ale nic nie zobaczył po stronie ziemi niczyjej i dalej, na północy. Obrócił się ku Kirymowi. Na drodze była dziwna chmura dymu, zmierzająca w tą stronę. Wziął lornetkę, spojrzał przez nią. - Może nadeszło wsparcie - pomyślał. A jednak był to - w sumie mógł się tego spodziewać - traktor. Nieczęsto jednak traktor jechał w tą stronę, nie do miast, ale właśnie w stronę Muru. I nie wyglądało na to, by miał on nagle skręcić.