A co jeśli premier nie powoła MSW, by mieć pełną kontrolę nad stolicą?
Możemy zamiast tego zrobić dwuwładzę Prezydenta i Premiera... Ale co jak te dwie osoby będą w konflikcie i będą blokowały wzajemnie swoje działania? Mamy paraliż.
Najlepszy byłby moim zdaniem triumwirat. Mamy 3 równorzędnych wladcow stolicy - np. Premier, Prezydent i Spiker.
Ogólnie, decyzje podejmują przy zgodności dwóch władców. Ale jak będą jakieś mało istotne sprawy, np. prośba mieszkańca o wydanie pozwolenia na budowę, to każdy ze wspolwladcow może wydać decyzję w tej sprawie samodzielnie, bo lepiej żebysmy nie zmuszali petenta do czekania, aż zbiorą się władcy.
A jak będą do podjęcia jakieś niezwykle istotne decyzje, to wtedy współwładcy podejmują je poprzez jednomyślność.
--
IMO albo 1 władca "monitorowany" przez Kongres (możliwość odwołania) albo 3 władców kontrolujących się nawzajem. Parzyste liczby w polityce mnie nie przekonują.