Jesteśmy niezwykle rozczarowani postawą niektórych polityków w naszym kraju,
Z zażenowaniem i niedowierzaniem musimy wysłuchiwać ich uniżonego podlizywania się narodowym ekstremistom z Kugarii. Skala zakłamania jakie szerzą ekstremiści a następnie powtarzane są przez wielu polityków są wręcz okropne i nie do przyjęcia dla mnie jako Koribijczyka.
Setki lat wspólnego koegzystowania zostają niweczona głosami kilku ludzi kompletnie nie znających naszej historii oraz własnej jak możemy się przekonać.
Od dziesięcioleci Koribijczycy oraz Kugarzy żyli w bliskości bez wchodzenia ze sobą w konflikty. Władze koribi dostrzegały ich odrębność, wartość ich kultury oraz obyczajów które niektórzy z nas wręcz ubóstwiali. Aby zacementować więzi naszych tak różnych narodów od lat prowadziliśmy politykę absolutnie równości potwierdzonej zapisami traktatu z Fuhu. Nie jest dla nas ważny kolor skóry, nie jest ważny język czy też wiara. Wobec prawa wszyscy byliśmy równi a Kugarzy mogli się cieszyć wszelkimi swobodami w kultywowaniu kultywowaniu swoje kultury oraz wszelkimi swobodami politycznymi w łączeniu się w stowarzyszenia czy też partie polityczne.
Dziś jednak nazywa się na okupantami, jest to wręcz odrażające. Ludzie wygadujący takie brednie powinni się za siebie wstydzić za brak podstawowej wiedzy w temacie na jaki się wypowiadają. Najwyższja chyba jednak pora na lekcję historii.
Przed wiekami Koribijczycy osiedlili się na zachodnim wybrzeżu dzisiejszej Koribi gdzie żyli we względem spokoju. Wszystko uległo zmianie na przełomie XVIII i XIX wieku kiedy doszło do tgz. Flott Kryssing, Wielkiej Emigracji na wschód. Przemierzając wysokie góry Tuyuhn oraz rozległe stepy Kugari Koribijscy kolonizatorzy nie zagościli tam długo poruszają się dalej na wschód docierając do ujsca Tulusy gdzie miesiła się uwcześnię mała kugarską rybacka osada Anxa-Kanczong. Na przeciwległym brzegu założyli oni własną osadę Mosellbi która przez następne 200 lat stała się drugim największym miastem Koribi. Dziś próbuje się wymazać to miasto z historii jakby nigdy nie istniało. Odbiera się nam własną historię i oddaje innym.
Przez następne lata koribjczycy osiedlali się głównie na wschodnich ziemiach dzisiejszej Koribi zostawiając Tuyuhn oraz południową Kugarię jej rdzennej ludności. Oczywiście i na tych ziemiach pojawiły się grupy osadników z Koribi zakładając tam swoje miasta w których mieszkają praktycznie do dziś ale wiele oryginalnych h miast jak Fuhu, Ao Tai oraz Hedei wywodzą się bezpośrednio z kultury kugarskiej i są namacalnym dowodem i żywym świadectwem istnienia narodu gdzie zaraz obok potrafią funkcjonować miasta założone przez kolonistów Szewsko, Morkowo czy Adlernburg który stal się istnym multikuturowym domem dla wszystkich narodów Koribi. Dziś jednak słyszymy że Koribijczycy ponoś nie są mile widziani w kugarskich miastach i zaraz zacznie się ich przesiedlać. Pozostałe obszary są zamieszkane przez większość ludności rdzennej. Okres jaki po tym nastąpił jest najpiękniejszym przykładem tego jak nasze dwa osobne narody potrafiły nie tylko żyć obok siebie ale żyć razem ze sobą. Coś czego widocznie niektórzy nie dostrzegają lub nie chcą dostrzegać. Koribiczycy przynieśli swoje zdobycze technologiczne, kugarzy zaś nauczyli ich jak żyć na tych nieprzyjaznych ziemiach. Stąd też po dzień dzisiejszy głównym źródłem utrzymania na tych ziemiach jest wypas zwierząt hodowlanych lub sporadycznie pojawiający się przemysł wydobywczy. Z biegiem lat oba narody zaczęły się również mieszać a rezultatem tego są żyjący dziś powszechnie "Kubirzy" czyli ludzie wywodzący się z małżeństw zabieranych między ludnością koribijską i kugarską. Kultywują oni tradycje kugarskie uchodząc za najwybitniejszych jeźdźców jakich jakich ten kraj widział ale ich stroje czy uzbrojenie jakim posługiwali się przez lata zaczerpnięte jest równie mocno z kultury koribijskiej. Wielu ludzi ich podziwia gdyż stanowią żywy przykład na to co powiedziałem i kategorycznie zaprzeczenie na abstrakcje zarzuty kierowane pod naszym kierunkiem.
Od pokoleń żyliśmy razem, często ramię w ramię, losy jednej rodziny splatały się z drugą a dziś co? Zaczyna się okres dyskryminacji koribijczyków w ich własnym kraju co skończy się tak że zostaniemy w nim mniejszością bez praw czy przywilejów.
Głosy takie jak pani Frida Lindgren z Muratyckiej Demokracji tylko pokazują niekompetencję jakimi kierują się niektórzy politycy w tym kraju chcący na siłę zniszczyć wspólne dziedzictwo Kugari i Koribi kosztem zyskania poparcia kłamiąc w żywe oczy.