Wchodząc do gospody, czuć uderzenie intensywnego zapachu dymu z kadzideł, zmieszanego z apetyczną wonią smażonych pierożków oraz mocnego ryżowego trunku. Główna sala jest przestronna, lecz wypełniona drewnianymi stolikami o niskich nogach, przy których goście siedzą na poduszkach lub plecionych matach. Ciepłe światło czerwonych papierowych lampionów rzuca przytulną poświatę na wnętrze lokalu. Ściany zdobią misternie wykonane kaligrafie oraz malowidła przedstawiające legendarne bestie i wojowników.
W rogu, na niewielkiej scenie, stary Jahołd melancholijnie brzdąka na guzhengu, podczas gdy młoda barmanka w bogato haftowanym kimono zręcznie nalewa sake do ceramicznych czarek. W powietrzu unosi się gwar pełnych werwy rozmów – podróżnicy wymieniają się doświadczeniami, żołnierze śmieją się nad kubkami herbaty, a w cieniu siedzą tajemnicze postacie o nieodgadnionych intencjach.
Za długą ladą wisi ogromny czerwony smok – symbol Imperium Nandyjskiego, od którego tawerna wzięła swoją nazwę. Legenda głosi, że kto ujrzy ducha tego smoka w odbiciu swego napoju, powinien tej nocy przepić w tawernie wszystkie swoje oszczędności do ostatniego grosza… bo jeśli tego nie zrobi, czeka go niechybna zguba.






