Cytuję słowa
Burek (24 lut 2026, 11:19):
Z tą nieznajomością prawa to też nie ma co przesadzać.
No zakładam, że w takim wypadku to po prostu zgłosi sprawę do Folkstagu i wspólnie się będziemy zastanawiać. Poza tym jak ktoś chce to mógłby stworzyć jakiś zwód praw i na tej podstawie działać. Ja w sumie lubię jak jest trochę taki chaotyczny system prawa, który bardziej organicznie się kształtuje. Gdzie można powoływać się na jakieś zapomniane sprawy, precedensy, robić jakieś erudycyjne wywody, etc.
Cieszę się że panu premierowi podoba się jego własny pomysł, problem w tym że nie jest i nigdy nie był jedynym odbiorca prawa stanowionego w Wysokiej Izbie. Nie wiem czy pan też to widzi, ale ja dostrzegam tu pewna niespójność - z jednej strony przestrzega pan, że kodeks cywilny złożony z 50 artykułów, będzie "zbyt długi", "zbyt nudny" i "zbyt skomplikowany" w odbiorze przez przeciętnego odbiorcę, w przeciwieństwie do 50 jednoartykułowych aktów prawnych, wydanych przez różne organy, różnej, rangi, moc, mające zarówno umocowanie w konstytucji jak i bezsprzecznie pozakonstytucyjne jak niniejsza uchwała, w dodatku nie mające ani jasno zdefiniowanego sposobu interpretacji, ani przepisów wprowadzających, ani vacatio legis, ani nawet nie odpowiada na pytanie czy ustawa ma charakter retrospektywny czy nie, na dodatek zapominał pan, ze sposób tytułowania tych aktów prawnych nie ma za zadanie odpowiadać pańskim wewnętrznym przekonaniom, a ułatwiać zapoznanie się z ich treścią wszystkim jego odbiorcom, z tego też powodu kodeks karny nazywany jest kodeksem karnym, a kodeks prawa rodzinnego i opiekuńczego kodeksem prawa rodzinnego i opiekuńczego, aby nawet dziecko w wieku wczesnoszkolnym było w stanie domyślić się co do jego materii, tymczasem szaleństwem byłoby oczekiwać, ze ktoś kto przez ostatnie lata nie był obecny w Winkulii, lub dopiero co się w niej osiedlił miał się domyślić co do tego jaki cel ma za zadanie wypełnić "uchwala przeciwko upiorstwu". Tytuł ma za zadnie ułatwić dotarcie do społeczeństwa z treścią ustawy, a nie być jedynie ozdobnikiem retorycznym. Jeśli mamy iść w kierunku prawa precedensowego, to i to należy wykonać z głową. Prócz tego dostrzegam pewne niebezpieczeństwo w tym, że Folkstag staje się organem władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej - nie wyobrażam sobie by kwestia udzielenia rozwodu, czy majątku konkretnej osoby miałaby być przedmiotem sporu politycznego i wisieć na łasce bądź niełasce wspólnoty obywatelskiej, tak jak niebezpiecznym precedensem było wygnanie rodziny Emrych, ale i to mieściło się według mnie w granicach "wyższej konieczności", ale to jeszcze nie dowodzi, ze z precedensu należy robić normę.