Po wczesnopołudniowym przejeździe przez równiny południowego Muratyckiego Ulenu, Waksmanbus pojawił się na wjeździe do Siegerstadt. Miasto, znane z porządku, inżynierii i służby publiczne, powitało kandydata nie z owacjami - ale z punktualnością. Wokół centralnego rynku ustawiono prowizoryczne barierki, miejscowi strażnicy pilnowali ładu.
Mieszkańcy Siegerstadt to ludzie, którzy cenią słowo "porządek". Dla niech liczy się odpowiedzialność - nie hasła. I właśnie z takim nastawieniem Waksman stanął na mównicy.
Cytat:Mieszkańcy Siegerstadt, Muratykanie i Edle!
Wiem, że tu nie przyjeżdża się z pustymi sloganami. Dlatego dziś nie przynoszę deklaracji - przynoszę logikę. Porządek państwa nie zaczyna się od munduru, nie zaczyna się od rytuału - zaczyna się od wspólnej odpowiedzialności. A odpowiedzialność wymaga zaufania. Zaufania władzy do obywatela, i obywatela do państwa.
Demokracja kalkilistyczna nie przekreśla hierarchii - ale buduje ją na szacunku, nie na strachu. W waszym mieście widzę wspólnotę, która działa, bo każdy zna swoje miejsce, ale nikt nie jest uciszany.
Jako prezydent nie będę narzucał chaosu. Będę tworzył przestrzeń do decyzji. I jeśli zwyciężę - Siegerstadt będzie miarą tego, jak działać mądrze, równo i precyzyjnie. Tutaj, bardziej niż gdziekolwiek, wiem, że nie wystarczy mówić. Trzeba działać jak zegar. Dokładnie, sprawiedliwie i konsekwentnie.
Po zakończeniu przemówienia Waksman jeszcze przez kilkanaście minut rozmawiał z mieszkańcami i przedstawicielami władz miejskich. Rozmowy były rzeczowe, pełne konkretów. Kilka osób wręczyło mu lokalne upominki: drobne wyroby rzemieślnicze, medalion z herbem miasta, a także butelkę tradycyjnego likieru produkowanego tu od pokoleń.
Po spotkaniu Kaspar udał się do autokaru. Silnik zawarczał, a czarno-biały pojazd odjechał z Siegerstadt, kierując się ku stolicy. Waksman i jego sztab szykowali się do najważniejszego wystąpienia w tej kampanii - kulminacyjnego wiecu w Zwierzogrodzie, który miał przesądzić o kształcie nadchodzących wyborów...

